Kosmetyczne hity z polską metką cz.2



W pierwszym wpisie z tego cyklu wspominałam juz Wam, że polskie wcale nie oznacza gorsze, nawet te z niższej półki! Na Waszą prośbę powstał kolejny wpis z cyklu „Kosmetyczne hity z polską metką”. Bez zbędnego wstępu przejdźmy do rzeczy.

1. TUSZ DO RZĘS EVELINE VOLUME CELEBRITIES – kupuję go od 1 klasy technikum (czasem, bardzo rzadko, używałam też produktów z Oriflame bądź tego żółtego z Lovely) i szczerze powiedziawszy nie zamieniłabym go na żaden inny. Gdy mi się kończył, to używałam szczoteczki z niego do aplikacji innego tuszu. Ona jest również fenomenalna. Na opakowaniu jest napisane, że dzięki temu tuszowi Twoje rzęsy będą wyglądały jak sztuczne…i chyba tak wyglądają!

„Mascara maksymalnie pogrubiająca i wydłużająca rzęsy. Zawiera D-pantenol, ekstrakt z olejku jojoba i naturalny wosk carnauba. Składniki te zapewniają rzęsom nawilżenie, zapobiegają ich łamaniu i wypadaniu. Tusz nie kruszy się i nie tworzy grudek.”

Cena: W Rossmanie kosztuje ok. 15-16 zł, ale w Internecie kupicie go już za 10 zł.

2. FARBA DO WŁOSÓW JOANNA NATURIA – nie wyobrażam sobie farbowania włosów inną farbą niż tą z Joanny. Mimo swojej niskiej ceny jest świetna jakościowo, włosy przez długi czas po farbowaniu błyszczą się i zdrowo wyglądają. Kolor zawsze jest taki jak na zdjęciu (chociaż zawsze farbuję włosy na ciemny brąz to moja mama i pół rodziny używa tej farby).

„Farby do włosów Naturia Color Joanna nadają włosom piękne i głębokie kolory, doskonale kryją siwiznę, pozostawiając na włosach długotrwały efekt. Receptury kosmetyków Joanna zostały przygotowane na bazie naturalnych składników roślinnych: protein mlecznych i ekstraktu z brzoskwini. Proteiny mleczne chronią i odżywiają włókna włosów. Brzoskwinia to bogate źródło witamin i soli mineralnych, działa na włosy odświeżająco i tonizująco. Po zabiegu farbowania włosy są miękkie i sprężyste, mają głęboki kolor, piękny połysk i zdrowy wygląd. Farba do włosów Joanna Naturia Color jest dostępna w 12 odcieniach.”

Cena: Ok. 5-10 zł w zależności od miejsca.

3.ŻEL DO MYCIA TWARZY TOŁPA – jedne z moich ulubieńców. Kosmetyki Tołpa są bardzo łagodne, a w przypadku mojej wrażliwej na wszystko skóry, działają wręcz zbawiennie. Po wielu żelach, płynach itd. łzawią mi oczy – po tym nie uroniłam ani jednej łzy.

„Oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń. Jest łagodny i można go używać do demakijażu oczu i ust. Nawilża i odświeża. Łagodzi podrażnienia i przywraca komfort.”

Cena: 15-20 zł w zależności od drogerii

4.MATOWA POMADKA DO UST BELL HYPOALLERGENIC MAT LIP LIGUID – na te pomadki natknęłam się zupełnie przypadkowo, gdy szukałam w pośpiechu czegoś do pomalowania ust na studniówkę. Wzięłam dwie, jedną czerwoną, a drugą w odcieniu nude. Miałam kiedyś pomadki matowe, ale z tego co pamiętam wszystkie strasznie wysuszały usta. Te z Bell są zupełnie inne. Nude wytrzymała na moich ustach do godziny 7 rano (oczywiście poprawiałam minimalnie) i nie wysuszyła moich warg, za co ogromny plus. A pachną… cudownie.

„Najmodniejsze, super kryjące odcienie i trwały, matowy efekt już za pierwszym pociągnięciem. Płynna formuła pozwala na łatwą i precyzyjną aplikację. Pomadka nie przesusza ust i nie pozostawia nieestetycznych skórek. Usta pozostają wygładzone, miękkie i pełne intensywnego koloru przez cały dzień.”

Cena: Ja w Hebe zapłaciłam za jedną 17 zł.

5.CARBO DETOX OCZYSZCZAJĄCA MASKA WĘGLOWA BIELENDA – ta maska to prawdziwy ratunek dla mojej skóry, która jest tłusta, porowata i ma rozszerzone pory. Stosuje ją raz w tygodniu, gdy akurat mam dużo wolnego czasu wieczorem. Maseczka pięknie pachnie i nie podrażnia mojej skóry. Wygodnie się ją nakłada, w przeciwieństwie do innych nie ścieka.

„Oczyszczająca maska węglowa o silnym działaniu detoksykującym poprawia stan skóry mieszanej i tłustej; szarej, z przebarwieniami i rozszerzonymi porami. Formuła oparta na aktywnym węglu oczyszcza skórę z toksyn, odświeża i zwęża pory, działa przeciwtrądzikowo, redukuje poziom sebum.”

Cena: Ok. 3-5 zł.

Koniecznie dajcie znać jacy są Wasi ulubieńcy kosmetyczni z polską metką. Wspólnie możemy stworzyć taką mini ściągawkę dobrych i niedrogich produktów! Także jeżeli znacie jakieś polskie cuda kosmetyczne, zostawcie komentarz.

Nie czytałyście pierwszej części cyklu? Zapraszam TUTAJ ===> kliknij tutaj

Pozdrawiam,

Roksana

Let’s block ads! (Why?)



Source link

O tym co denerwuje kobiety w facetach – 5 rzeczy, które denerwują mnie w moim facecie



Nie ma ludzi idealnych. Mimo wszystko większość z nas znajduje sobie prawie idealną polówkę z którą planuje wspólne życie. Nasi partnerzy akceptują nasze wady, a my musi akceptować ich. Każda kobieta przyzna mi rację, czasami trzeba się natrudzić, żeby pewne rzeczy po prostu zaakceptować i starać się nie zwracać na nie większej uwagi. Tak naprawdę da się to zrobić!

Swojego partnera uważam za PRAWIE idealnego ale w życiu nie zamieniłabym go na innego. Myślę, że większość z Was ma tak samo. Chciałam udowodnić Wam dzisiejszym wpisem to, że każdy ma w sobie jakieś denerwujące wady. 

Jedną z rzeczy, która denerwuje mnie strasznie w moim partnerze jest nieodwieszanie ręcznika na swoje miejsce! Kiedy widzę jak leży na wannie mokry ręcznik i czeka, aż ktoś się nad nim zlituje i odwiesi go na wieszak, żeby mógł spokojnie wyschnąć, wszystko się we mnie trzęsie. Dzięki rozmowie na ten temat, coraz częściej omija mnie ten straszny widok. Niestety czasami mojemu partnerowi zapomina się o nim. Wtedy mam na niego sposób, po prostu pytam go czy czasami i o czymś nie zapomniał i za nic w życiu nie odwieszam ręcznika za niego. Kto wie, może kiedyś nie będę musiała o nim mu przypominać.

„Zaraz, zaraz i jeszcze raz zaraz”. Oj uwielbiam to! Zwłaszcza, kiedy budzik dzwoni kolejny raz z rzędu. Jesteśmy całkowicie inni jeżeli chodzi o wstawanie. Dla mnie wystarczy jeden sygnał budzika, a ja już wstaję na baczność. U mojego partnera wygląda to inaczej. Budzik dzwoni co 5 minuta, a ja z każdym sygnałem zadaję pytanie „Rafał wstajesz już?” i oczywiście słyszę „zaraz”, a budzik dzwoni i dzwoni. Jestem pewna, że pół bloku go słyszy. Jest po prostu straszny i w dodatku taki głośny! Mam nadzieję, że może nasza córka zmieni styl wstawania taty na szybszy i przede wszystkim z mniejszą ilością budzików.

Nigdy nie zrozumiem jednej rzeczy, dlaczego mojemu facetowi dłużej schną włosy niż mi. Mimo tego, że są krótki. Wybija godzina 1:00 w nocy, a mój partner nie może położyć się jeszcze spać, bo po prostu nie wyschły mu jeszcze włosy :D. Czy Wasi Panowie też tak mają?

„Zagram tylko jeden meczyk w FIFĘ”. Kiedy to słyszę, jestem wręcz przekonana, że w 99% nie skończy się na jednym meczyku. Oczywiście nie mam nic przeciwko wieczornym rozgrywkom facetów ale już wolę usłyszeć, że zagra 2 mecz, a nie ściemnia, że jeden. Przecież ja wiem ile trwa jeden meczyk w fifę.

Dopóki śmieci nie wypadają z kosza, nie trzeba ich wyrzucać. Kiedy już się nie mieszczą do śmietnika, a obok niego szykuje się kolejny worek śmieci, to znak dla mojego faceta, że trzeba się przejść do kosza. Najczęściej warto jeszcze delikatnie zasugerować ich wyniesienie. Nie wiem jak to wygląda u Was. Jedno jest pewne, mnóstwo moich koleżanek zaobserwowało to samo u swoich partnerów.

Oczywiście wszystkie te wady są drobnostkami. Tak jak wspominałam wcześniej, nikt z nas nie jest idealny i czasami warto je zaakceptować. Mimo tego, że potrafią być bardzo denerwujące.

Jakie cechy Waszych partnerów denerwują Was najbardziej? Staracie się ich zmienić czy próbujecie je zaakceptować? Ja wychodzę z założenia, że najlepiej mówić sobie o wszystkim, co nas „gryzie”. Może uda mi się namówić mojego faceta, żeby napisał taki post od siebie, dotyczący mojej osoby, Jestem ciekawa co w nim uwzględniłby. Chciałybyście przeczytać taki wpis od drugiej strony? 😉 Jak myślicie, jaka Wasza cecha najbardziej denerwuje Waszych partnerów?

Pozdrawiam

Dominika

*** wpis został przeniesiony z drugiego bloga, który niebawem zostanie wyłączony ***

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Lidl oferta sportowa i kurtki sportowe – 20.02.2017 r.



No dobra, przyznaję się! Ja mam już dość zimy! Mam dość tych zimowych płaszczów, wielkich szalików, włochatych rękawiczek. Z chęcią przeniosłabym treningi na świeże powietrze. Wyciągnęła rower i rolki z piwnicy! Na szczęście zimą przecież można kompletować ubrania sportowe, które przydadzą się w trakcie treningów na dworze. Od poniedziałku w Lidlu ruszają dwie oferty które powinny Was zainteresować. Jedna z kurtkami spotowymi, a druga po prostu z odzieżą sportową. Zobaczcie na co warto moim zdaniem zwrócić uwagę i za czym ja na pewno jutro rozejrzę się w najbliższym lidlu.

Oferta kurtek jest naprawdę tym razem bardzo bogata. Od zwykłych pikowanych, po przeciwdeszczowe i kurtki sofshell. Ich cena jest bardzo atrakcyjna. Za kurtkę pikowaną, która moim zdaniem prezentuje się najlepiej ze wszystkich musimy zapłacić 79 zł. W tej samej cenie są kurtki przeciwdeszczowe. Rodzaj softshell jest dostępny tylko w rozmiarach młodzieżowych i kosztuje 49,99 zł.

Wzorów kurtek jest naprawdę mnóstwo (ja pokazuję Wam tylko przykładowe) i myślę, że większość znajdzie coś dla siebie. Zarówno Panie, Panowie i dzieci. Warto wspomnieć, że najczęściej kurtki z Lidla są naprawdę dobre gatunkowo! Jednak rozmiarówka bywa naprawdę dziwna i zawyżona! 🙂

 kurtka

Teraz przechodzimy do tematu, który może bardziej Was zainteresować – ubrania treningowe. Co tym razem jest ciekawego? Zobaczcie same:

Od razu zwróciłam uwagę na leginsy modelujące! W gazetce wyglądają REWELACYJNIE! Mam nadzieję, że na żywo będą też takie wspaniałe i uda mi się zakupić jedne z nich.

spodnie

Znacie już moje zdanie na temat koszulek z Lidla. Raz są świetne, a raz nie nadają się do niczego. Trzeba je po prostu dotknąć, sprawdzić dokładnie rozmiar. Na szczęście ze zwrotem nie ma problemu. Cena tym razem: 24,99 zł za sztukę.

koszulki

Nie będę Wam pokazywała wszystkich rzeczy, bo jest ich naprawdę sporo. Napiszę Wam tylko co znajduje się jeszcze w ofercie:

  • biustonosze treningowe w cenie 24,99 zł. Nazwałabym je raczej topami sportowymi. Na mały biust jak najbardziej nadają się. Z większym na pewno sobie nie poradzą.
  • Piłka gimnastyczna w cenie 29,99 zł.
  • Wałek lub drążek do masażu – bardzo przydatne urządzenie dla każdej aktywnej osoby – cena 24,99 zł.
  • Drążek rozporowy – 27,99 zł.
  • Poduszka z kolcami do pilatessu – 29,99 zł.
  • Taśmy fitness – 19,99 zł.

Dziewczyny, dajcie znać czy wybieracie się jutro do Lidla i na co będziecie polowały? Ja na pewno na kurtki i leginsy. Jutro wrzucę zdjęcia swoich łupów, będziecie mogły zobaczyć jak wszystko prezentuje się na żywo – oczywiście jeżeli uda mi się wszystko kupić.

Pozdrawiam,

Dominika

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Obalamy mity część 4 – tłuszcz na diecie rezygnuję !



Bardzo lubię czytać przeróżne kobiece fora, dowiadywać się na temat nowinek żywieniowych i treningowych, przeglądać wasze porady. Coraz częściej natykam się na stwierdzenie, że na diecie redukcyjnej rezygnujecie lub ograniczacie spożywanie tłuszczy. Czy powinno się tak robić? Jakie skutki to za sobą niesie? Dowiecie się z dzisiejszego wpisu! Zapraszam do czytania 🙂

Pozostałe posty w cyklu:

Podobny obraz

Zacznijmy więc od podstaw teoretycznych. Czym więc są tłuszcze? Nie będę zanudzać was fachową nomenklaturą, którą każdy z nas może znaleźć w wikipedii. Tłuszcze, czyli kwasy tłuszczowe są materiałem wysokoenegrgetycznym znajdującym się w znacznej części pożywienia, jakie spożywamy. Jest to najbardziej skoncentrowany i wydajny materiał energetyczny w organizmie. Tłuszcze są lżejsze od glikogenu, nie wiążą też wody. 1 g tłuszczu dostarcza nam około 9 kcal, po przetrawieniu daje to aż 6,7 kcal czystej energii.

Podstawową rzeczą, jaką należy wiedzieć jest fakt, że tłuszcze to nie tylko te pochodzące z tłustego jedzenia, ale również cała gama ważnych dla nas tłuszczy nienasyconych, egzo czy endogennych. Wiele jest rodzajów tłuszczy zdrowych dla nas, w diecie są to produkty niezbędne ponieważ niektóre z koniecznych do prawidłowego funkcjonowania organizmu mogą być dostarczone tylko zewnętrznie, organizm sam ich nie produkuje. Dodatkowo biorą udział w syntezie hormonów tkankowych, bez nich będzie to nie możliwe. Rozpuszczają także witaminy takie jak A, D, E, K, które bez ich udziału nie będą w stanie wchłonąć się.

Jeśli jesteśmy na diecie redukcyjnej, tłuszcze, które powinny zostać ograniczone to tłuszcze nasycone – stanowią około 30-40% kwasów tłuszczowych zawartych w tkance tłuszczowej. Należy również pamiętać, że na drodze przemian biochemicznych zachodzących w naszym organizmie również (a w zasadzie biorąc pod uwagę proporcje spożywania) przede wszystkim węglowodany mogą być zamieniane i w następstwie magazynowane jako tkanka tłuszczowa!

Na zwyczajnej diecie tłuszcze powinny stanowić około 30% składowych dziennego spożycia substancji energetycznych (bierzemy pod uwagę węglowodany, białko i właśnie tłuszcze). Na diecie redukcyjnej procent ten podnoszony jest do nawet 60%! Obniżamy wtedy spożycie węglowodanów. Nie, nie będziemy tyć, a tkanka tłuszczowa wcale nie zacznie się odkładać! Jest to również związane z procesami biochemicznymi, słyszeliście zapewne kiedyś o diecie tłuszczowej albo ketogenicznej? Jak wiadomo są to diety redukcyjne, na temat diety ketogenicznej możecie poczytać u nas w osobnym wpisie 🙂

Wracając do naszych tłuszczy – ograniczamy więc spożycie tłuszczów nasyconych. W prawidłowej diecie powinny stanowić około 8% całkowitego spożycia tłuszczy. Gdzie je znajdziemy? Przede wszystkim w maśle, tłustym mięsie, produktach zwierzęcych np. boczku, smalcu, słoninie, tłustym nabiale, ale również np. w oleju kokosowym. Ze względu na wiele pozytywnych działań tego ostatniego oczywiście możemy go spokojnie spożywać, pamiętając jednak o fakcie, że jest wysokokaloryczny i jego udział w całości powinien być niewielki.

Co więc jeść?

Stawiamy na tłuszcze nienasycone. Są ich dwie grupy – tłuszcze wielonienasycone, zawierające kwasy omega 3 i omega 6 – powinny stanowić 8-10% spożycia całkowitego. Zaliczamy tutaj tłuste ryby morskie, olej z pestek winogron, dyni, olej lniany. Tłuszczy jednonienasyconych powinniśmy z kolei spożywać jak najwięcej z tej grupy – powyżej 10%. Zawierają cenne kwasy omega 9. Zaliczamy tutaj oliwe z oliwek, olej rzepakowy. Pamiętajmy jednak o ich przeznaczeniu – jedne lepiej nadają się do smażenia, inne jako dodatek do sałatek. Wartościowsze jednak są tłuszcze nierafinowane, tłoczone na zimno (zawierają fitochemikalia) – pamiętajmy jednak, że nie należy na nich smażyć – do tego celu wybieramy te rafinowane. Warto sięgać również po orzechy (włoskie, laskowe, migdały) – unikamy ziemnych (przyczyniają się do odkładania blaszki miażdżycowej!), olej sezamowy, awokado czy jajka.

Tłuszcze wspierają również odporność, tłuszcze nienasycone chronią przed wzrostem złego cholesterolu! Oczywiście trzeba sięgać po nie z głową, zbyt wysokie spożycie tłuszczy razem z wysokim spożyciem węglowodanów może prowadzić do powstawania zbędnych kilogramów, pamiętamy również że tłuszcze są kaloryczne (ale dają długie poczucie sytości) więc pamiętamy o tym w wyliczaniu bilansu dziennego kalorii, szczególnie kiedy jesteśmy na diecie redukcyjnej.

NNKT, czyli grupę tak zwanych witamin F powinniśmy również spożywać w odpowiednich proporcjach. Stawiamy na więcej Omega 3 w stosunku do Omega 6 – 4:1. W skrajnych przypadkach można także sięgnąć po suplementacje. Co nam to daje? Spożywanie odpowiednich ilości Omega 3 poprawia wydolność tlenową przy uprawianiu sportu, pozwala na wzrost siły i masy mięśniowej, redukcje tkanki tłuszczowej, ma znaczenie prozdrowotne. Warto wspomnieć również, że stanowią one aż 60% kory mózgowej!

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o pewnym problemie, który wynika ze spożycia tłuszczy nienasyconych – występują one w formie trans i cis. Tłuszczy trans unikamy jak ognia. Powstają one jako niekorzystny efekt utwardzania i odwadniania. Naturalnie znajdują się np. w mleku zwierzęcym. Niewielkie spożycie oczywiście nie wyrządzi nam szkody, jednak po większe ilości zdecydowanie nie warto sięgać. Należy więc czytać etykiety i unikać tłuszczy sztucznie utwardzanych. Warto z kolei spożywać tłuszcze cis, czyli kwasy kaprylowy, kaparynowy, laurynowy. Są szybkowchłanialne, potrzebują mniej tlenu do spalenia przy powstawaniu ogromnej energii, zwiększają termogenezę organizmu więc mają wpływ na spalanie tkanki tłuszczowej. Znajdziemy je np. w oleju MCT.

WNIOSEK: Na diecie absolutnie nie rezygnujemy ze spożywania tłuszczy, są bardzo ważne. Pamiętamy jednak o zachowaniu odpowiednich proporcji i sięgamy częściej po te nienasycone. Uważamy także na tłuszcze trans 🙂

Mam nadzieję, że wszystko zostało zrozumiale opisane 🙂 Jeśli macie jakieś pytania, wątpliwości, swoje doświadczenia – piszcie!

Let’s block ads! (Why?)



Source link

1% podatku dla ChSCh



Wiele osób pragnie nieść pomoc potrzebującym. Często nie wie jednak, jak zrobić to skutecznie, by ofiarowane środki były wykorzystane najbardziej efektywnie; by w całości dotarły do najbardziej potrzebujących.

Zaszczyceni jesteśmy, że możemy poinformować Państwa o działalności Chrześcijańskiej Służby Charytatywnej (ChSCh) i zachęcić do przekazania 1% podatku.

ChSCh jest ogólnopolską organizacją pożytku publicznego (OPP). Zrzesza i działa na rzecz ludzi bez względu na wyznanie, narodowość, wiek, płeć czy rasę. Pośredniczy między osobami potrzebującymi wsparcia, a tymi, którzy chcą pomóc.

Niech udzielona pomoc stanie się dla Państwa źródłem satysfakcji i radości.



Source link

PnZ#7 Naturalne, domowe sposoby na zatoki


Problemy z zatokami to niestety o tej porze roku temat bardzo aktualny, tym bardziej biorąc pod uwagę koszmarną jakość powietrza, jakim oddychamy w naszych polskich miastach:( W tym tygodniu we Wrocławiu normy pyłów zawieszonych przekroczone zostały kilkakrotnie! Pewien mądry lekarz powiedział mi kiedyś, że najlepszym sposobem na przewlekłe choroby dróg oddechowych jest… wyprowadzka z miasta. Plan piękny, ale nie zawsze wykonalny:(

Dwa lata temu o tej porze z zapaleniem zatok walczyłam właściwie cały sezon. Dosyć szybko dałam się namówić na antybiotyk, który w moim przypadku pomógł na krótko, a generalnie tylko pogorszył sprawę przyczyniając się do infekcji przewlekłej. Od tamtej pory uważam, że po antybiotyki w infekcjach zatok lepiej sięgać w ostateczności, gdy inne metody zawiodą. Na prośbę mojej znajomej opiszę dziś naturalne metody, które pozwoliły mi rozprawić się z zapaleniem zatok oraz parę zabiegów, które warto stosować prewencyjnie szczególnie w czasie zimy i alarmu smogowego:/

Moje sprawdzone domowe sposoby na zatoki


1. Najważniejsze – olejek z oregano

Poleciła mi go kuzynka i w moim przypadku okazał się absolutnym hitem. To supersilny olejek o działaniu bakteriobójczym i przeciwzapalnym, przeznaczony m.in. do inhalacji, ale też do spożywania wewnętrznego (ale uwaga, w dużym rozcieńczeniu!!!). Ja stosowałam tylko inhalacje i o tym napiszę, po informacje na temat innych zastosowań odsyłam na bloga Klaudyny Hebdy.

Inhalacje z 2-3 kroplami tego olejku wykonywałam na początku dwa razy dziennie, rano i wieczorem, po pół godziny. Wystarczy do tego miska z parującą wodą i ręcznik na głowę. Udrożnienie zatkanych zatok jest niemal natychmiastowe, ale kuracja musi trochę potrwać, żeby zwalczyć infekcję na stałe. U mnie znaczna poprawa była po tygodniu. Potem przez kolejny tydzień robiłam już tylko inhalacje wieczorne.

Olejek z oregano jest bardzo ostry w zapachu, wręcz palący, dlatego trzeba dawkować go ostrożnie. Nie aplikować na skórę ani wewnętrznie bez rozcieńczenia! Nie polecałabym go raczej małym dzieciom, ale wiem, że niektórzy stosują- decyzję podejmijcie sami.

2. Codzienne płukanie zatok roztworem soli morskiej lub fizjologicznej

Podczas choroby przepłukiwałam nos nawet 3-4 razy dziennie i myślę, że to znacznie przyspieszyło proces zdrowienia. Korzystałam przy tym ze specjalnej butelki do płukania zatok kupionej w aptece. Szczegółowo opisywałam już kiedyś ten zabieg tutaj

3. Ziołowe tabletki udrażniające

Okazały się pomocne, gdy zapalenie zrobiło się przewlekłe i trudno było pozbyć się wydzieliny. Ja stosowałam bodajże sinupret, ale na rynku są też dostępne inne, tańsze warianty o podobnym naturalnym składzie (korzeń goryczki, kwiat czarnego bzu, werbena). Można też pokusić się o przygotowanie własnej mieszanki. Te tabletki rozrzedzają wydzielinę i udrażniają drogi oddechowe, pozwalając pozbyć się zatokowych bólów głowy.

Podczas kuracji ważne jest picie dużej ilości płynów, bo dzięki temu wszystko szybciej „spływa”. Polecam napar z kwiatów lipy, czarnego bzu, wodę z cytryną i imbirem, sok żurawinowy, herbatkę z malin, dzikiej róży.

Zabiegi wspierające leczenie zatok i zapobiegające nawrotom


Dodatkowo w trakcie i po zakończeniu kuracji stosowałam (i stosuję mniej lub bardziej regularnie do dziś) następujące zabiegi:

1. Ssanie oleju

Ten ajurwedyjski sposób na poranne oczyszczenie organizmu bardzo dobrze działa także na zatoki. O ssaniu oleju też pisałam już na blogu we wcześniej podlinkowanym artykule.

2. Aromaterapia z łagodniejszymi olejkami eterycznymi

W okresie przeziębieniowym warto sięgać po aromaterapię regularnie. Olejku z oregano na co dzień raczej używać bym nie chciała, ale są też inne skuteczne i bardziej łagodne olejki: pichtowy, sosnowy, miętowy. Można stosować je podczas inhalacji, rozpalić kominek zapachowy albo dodać parę kropli do kąpieli. Z olejkami eterycznymi trzeba zachować ostrożność w przypadku dzieci i kobiet w ciąży, szczególnie w I trymestrze.

A, na przeczyszczenie zatok polecam też krojenie cebuli;)

3. Noszenie czapki:)

Prosta, ale z moich obserwacji wynika, że wcale nie tak oczywista sprawa. Warto poświęcić „fryzurę” i nie wychodzić z domu bez czapki, bo wyziębione zatoki to idealne warunki do rozwoju infekcji. Ja z tych względów zimą odpuszczam też np. basen.

To tyle jeżeli chodzi o moje sposoby leczenia zatok. Mi taki pakiet pomógł w 100% i nawrotu od tamtej pory, tfu tfu, nie miałam. Gdy czuję, że zatoki mi się lekko przytykają, szybko wdrażam inhalacje i płukanie solą i zwykle w 1-2 dni problem jest zażegnany. Jest też szereg innych naturalnych sposobów leczenia zatok, warto wypróbować zanim konieczne będzie wytoczenie cięższej artylerii. Polecam zajrzeć do bardzo dobrze opracowanego artykułu na blogu Agnieszki Maciąg i historii Małgorzatyz Ziołowej Wyspy. Trochę metod pokrywa się z moimi, ale są też inne, np. masaż zatok, okłady z soli czy nalewka ziołowa.

A, i jeszcze jedno: nawet jeżeli stosujecie już antybiotyk, warto sięgnąć po domowe sposoby i wykorzystywać je podczas i po zakończeniu kuracji, bo zapalenie zatok to paskudztwo, które potrafi ciągnąć się w nieskończoność i naprawdę uprzykrzać życie.

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Matka dwójki dzieci – metamorfoza po cesarskim cięciu



Wracam do Was z kolejną, niesamowitą metamorfozę. Jej autorkę miałyście już okazję poznać na moim blogu. Jednak od jej metamorfozy minęło trochę czasu, sylwetka przeszła diametralną zmianę spowodowaną ciążą, a następnie powrót do wysportowanej sylwetki. Całą wcześniejszą metamorfozę znajdziecie tutaj —> klik.

Na ostatnim zdjęciu w tym zestawieniu możecie zobaczyć Amandę przed zajściem w ciążę, po uzyskaniu efektów z poprzedniej metamorfozy.

metamorfoza” Ponad rok temu, gdy opublikowałaś moją pierwszą metamorfozę – dodałaś mi wręcz skrzydeł. Ty i Twoi czytelnicy, którzy widzieli jakby większą zmianę niż ja sama… Krótko po niej postanowiłam postarać się o drugie dziecko i… jestem świeżo upieczoną mamą po raz drugi! W grudniu urodziłam córkę, po raz kolejny przez cesarskie cięcie. W tej ciąży przytyłam więcej bo chyba ponad 20 kg,a  w poprzedniej tylko 17. Tym razem doszły również rozstępy. Ale… postanowiłam sobie udowodnić, że da się schudnąć po cesarce równie szybko, jak po porodzie naturalnym. Że da się odbudować ciało i znów wygrać bliską ideału sylwetkę.

odchudzanie-efekty

Przesyłam Ci zatem moją kolejną 4-tygodniową metamorfozę, tym razem opartą TYLKO NA DIECIE, ponieważ zaczęłam ją stosować 6 tygodni po porodzie i pomimo zgody mojej ginekolog co do ćwiczeń (od 6/8 tygodnia) postanowiłam wytrwać miesiąc bez nich i po prostu przestrzegać diety, stałej pory posiłków itd. udowadniając tym sobie i wszystkim innym – że odchudzanie po cesarce nie musi być trudniejsze, wystarczy po prostu stosować dietę! Większość jednak z niej rezygnuje, bo twierdzi, że sama dieta efektów nie przyniesie… i czeka do momentu, aż lekarz wyrazi zgodę na ćwiczenia, a często jest tak, że taka zgoda pada dopiero 4 czy 6 miesięcy po porodzie.
W tym miesiącu planuje dorzucić aktywność fizyczną, ciekawe jakie więc będą kolejne efekty!

Tak wygląda moja dieta:

Jest ona zbilansowana, prosta i tania.  I są to dwa dwa czynniki, które był dla mnie ważne. Jako mama dwójki dzieci wiadomo – nie mam zbyt dużo czasu, a więc przyrządzanie 5-ciu skomplikowanych posiłków dziennie mogłoby być trudne. Dlatego cenię sobie właśnie prostotę mojej diety, która ma za zadanie podnosić mój metabolizm. Dodatkowo jest ona w dużej mierze pozbawiona produktów przetworzonych – nie są one w zupełności wyeliminowane, ale jednak ograniczone.
NIE UŻYWAM SOLI ANI CUKRU, kawę słodzę jedną pastylką stevi, a herbat nie słodzę w ogóle. Dieta ma ok. 1700kcal.

ciało-po-cesarce

PS. mam nadzieję, że zmobilizuje się do ćwiczeń i za miesiąc lub dwa będę mogła pochwalić Ci się kolejnymi, jeszcze bardziej spektakularnymi efektami!”

Dziewczyny, zostawcie kilka motywujących słów dla Amandy! Zajrzyjcie również na jej bloga, gdzie znajdziecie bardzo ciekawe wpisy na temat odchudzania po cesarskim cięciu itp. ===> Cała prawda o odchudzaniu po cesarce – klik. Od siebie mogę tylko napisać, że Amanda jest niesamowitą! Na ramach swojego bloga pokazuje, że bycie matka dwójki dzieci nie oznacza, że nie można nic zrobić dla siebie! Gratuluję wspaniałej metamorfozy i niesamowitego samozaparcia! 🙂

Uwielbiam Wasze metamorfozy i czekam na więcej! Jeżeli też chciałabyś pokazać swoje efekty innym kobietom i zmotywować je do regularnych treningów i zdrowej diety, napisz do mnie: tipsforwomen@wp.pl

Pozdrawiam,

Dominika

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Najbardziej prestiżowe siłownie na świecie – Co je wyróżnia na tle innych?



Kim są klienci drogich i prestiżowych siłowni? No jak to kim? Są to przede wszystkim gwiazdy, które widzimy na okładkach gazet, widujemy w filmach i serialach lub ich piosenki słyszymy w radiu. Na pewno niejednokrotnie zastanawiałyście się „Gdzie oni dorobili się takiej sylwetki?” Większość z nich właśnie w takich ekskluzywnych klubach, gdzie koszt karty klubowej na pewno przekracza całomiesięczną pensje niejednej z nas. Poznajcie najsławniejsze gwiazdorskie siłownie na świecie.

  1. „La Palestra” mieści się w hotelu La Plaza w Nowym Jorku. Została ona założona w  roku 1994. Można tam realizować trening cardio i ćwiczenia rozciągające. Mamy też możliwość uczestniczenia w zajęciach pilatesu i jogi (indywidualnie lub grupowo). Ponadto do dyspozycji są też liny do wspinaczki. Klientom La Palestry plan treningowy pomagają ułożyć bardzo znani na całym świecie trenerzy personalni z udziałem wykwalifikowanej kadry lekarzy. W „La Palestra” w Nowym Jorku ćwiczą aktorki takie jak Mila Kunis i Blake Lively, oraz celebrytka Khloe Kardashian. Roczny karnet to koszt rzędu 40 tysięcy złotych.

1 (4)2. SIŁOWNIA W HOTELU BULGARI – LONDYN. 

Pracownicy tej siłowni pomagają opracować klientom indywidualny i długoterminowy plan treningowy, który poprawi w znacznym stopniu kształt sylwetki. Klientami tymi są dziennikarze między innymi Vogue. Mamy do wyboru aktywności takie jak: pilates, joga, pływanie, boks czy trening siłowy. Instruktorzy Bulgari przeprowadzają analizę składu ciała, zlecają też poddanie się badaniom na różne nietolerancje pokarmowe. Każdy trener jest tam specjalistą. Do dyspozycji mamy także kilka basenów, z których największy mierzy aż 25 m. Po treningu najlepszym wyjściem będzie wizyta w SPA, które również wchodzi w skład kompleksu.

3. SIŁOWNIA THE HARBOUR CLUB – LONDYN. 

Z tej siłowni korzystała kiedyś…księżna Diana. Przed ślubem z księciem Williamem trenowała też tam księżna Kate. Jej siedzibą jest natomiast hotel Chelsea Harbour. The Harbour oferuje bardzo nowoczesne sprzęty do ćwiczeń oraz jednych z najlepszych trenerów na świecie. Kadra liczy 30 pracowników, w tym mamy wielu byłych zawodowych sportowców, m.in. trenerzy tenisa czy pilatesu. W The Harbour znajdują się też 3 baseny. Roczny karnet kosztuje ok. 13700 zł. Treningów personalnych mogą jednak podwyższyć ten koszt do nawet 100 tysięcy złotych.

3

4. HOTEL THE RITZ-CARLTON W LAGUNA NIGEL – KALIFORNIA.

W tym miejscu możemy czasem spotkać piosenkarkę Britney Spears. Siłownia nie posiada konkretnego cennika, jednak żeby wynająć tam pokój (najtańszy) na jedną dobę i móc z niej korzystać, potrzebujemy ok. 1800 zł/os.

4

5. EQUINOX W BEVERLY HILLS – KALIFORNIA. 

Jeśli zdecydujemy się kiedyś na trening w tym miejscu to bardzo możliwe, że spotkamy tam Ashley Tisdale, Marka Webbera, Olivię Wilde, Katie Holmes, Paris Hilton czy Charlize Theron. Wpisowe kosztować nas będzie $50, a miesięczny karnet $200 (ok. 650 zł). Jeżeli chcemy zapisać się do całej sieci, nas koszt niestety wzrośnie o następne $30, czyli łącznie ok. 740 zł/miesiąc. Jeśli wliczymy jeszcze treningi personalne to wtedy musimy przygotować się na wydatek rzędu do 15- 20 tysięcy złotych.

5

A jakie jest wasze zdanie? Czy dobra siłownia naprawdę musi aż tyle kosztować? Czy te siłownie naprawdę wyróżniają się jakoś bardzo na tle naszych siłowni? My uważamy, że nieważny jest wystrój siłowni, kwota za jaką kupujecie karnet. Ważna jest Wasza silna wola i chęć zmiany czegoś we własnym życiu.

Jeżeli chciałybyście zapisać się na siłownię,  a nie wiecie jak zacząć na niej trenować, odsyłam Was do kategorii wpisów „SIŁOWNIA”, gdzie znajdziecie przykładowe plany treningowe i różne wskazówki ===> kliknij tutaj.

Pozdrawiam,

Roksana

Zdjęcia siłowni w poście zostały pobrane ze stron wymienionych w poście siłowni. Żródło informacji o siłowniach: fitness,wp.pl , potrafiszschudnac.pl 

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Odżywianie dla zdrowia – leczenie dietą wg TMC


odzywianie dla zdrowia ksiazkaNie wiem jak to się stało, że do tej pory nie wspominałam na blogu o tej książce. „Odżywianie dla zdrowia. Tradycje wschodnie i nowoczesna wiedza o żywieniu” Paula Pitchforda jest bowiem jedną z nielicznych książek o diecie, do których stale wracam i ciągle odkrywam w niej coś przydatnego dla siebie lub moich bliskich.

To taka biblia diety wg tradycyjnej medycyny chińskiej. Nie trzeba stosować się do tych zasad zawsze i w 100%, ale na różnych etapach życia można znaleźć cenne wskazówki i konkretne propozycje do zastosowania w przypadku dolegliwości i chorób, z którymi się borykamy. Autor szczegółowo wyjaśnia założenia filozofii odżywiania TCM i charakterystyczne dla tego nurtu pojęcia typu: energia życiowa (qi), termiczna natura pokarmów czy tzw. konstytucja człowieka. Omawia też zasady łączenia pokarmów i rzuca ciekawe spojrzenie na problem nadmiarów i niedoborów. Myślę, że nawet sceptycy znajdą w tej książce coś wartosciowego. W końcu TMC to nie chwilowy trend w dietetyce, ale licząca 3 tys. lat tradycja leczenia i coś musi w tym być. Przekonuje się o tym wielu pacjentów rozczarowanych dzisiejszą medycyną.

Pozycja, którą zdecydowanie warto mieć na swojej półce. Komu mogę polecić tę książkę szczególnie? Osobom, u których zdiagnozowano przewlekłą chorobę, a których nie satysfakcjonuje samo przyjmowanie leków – dieta może być wtedy dobrym uzupełnieniem i wsparciem dla organizmu. Osobom teoretycznie zdrowym, ale w których samopoczuciu coś szwankuje – książka ta może pomóc zrozumieć pewne zależności i obrać optymalny kierunek zmian.

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Co jeść, a czego nie wolno jeść przed snem?


Źle sypiasz, ciągle jesteś zmęczona, mimo tego, że kładziesz się spać o odpowiedniej godzinie? Duży wpływ na Twój problem może mieć przygotowany przez Ciebie posiłek przed snem, tak zwana – kolacja. Czego powinniśmy unikać na kolacyjnym talerzu, żeby nasz organizm w trakcie snu mógł się całkowicie zregenerować, a co wręcz przeciwnie, powinno się na nim znaleźć? Mam nadzieję, że ten wpis odpowie Wam na te pytanie.

Nie jest to żadne odkrycie i większość z Was na pewno wie, że ciężkie posiłki absolutnie nie powinny znajdować miejsca w ostatnim naszym posiłku w ciągu dnia. Ale już nie każdy potrafi odpowiedzieć sobie, jak wyglądają te ciężkie posiłki?

Na kolację rezygnujemy z różnego rodzaju makaronów, fas-foodów typu pizza itp. Wieczór to nie jest również odpowiednia pora na jedzenie słodyczy- nawet jeżeli tego dnia macie zaplanowany cheat meal. Zróbcie wszystko, żeby nie wypadał on w godzinach wieczornych, a nawet nocnych. Tak samo odpada masło, tłuste mięsa, wieprzowina, wołowina, wszystkiego rodzaju kiełbaski. Są to produkty ciężko strawne, które powodują, że tłuszcz odkłada się w naczyniach krwionośnych w postaci płytek miażdżycowych oraz w organizmie w postaci nadmiaru tkani tłuszczowej.

UWAGA! Owoce również nie są wskazane do jedzenia w wieczornych porach. Chociaż osobiście bardzo często łamię tę regułę. W tym wypadku polecam po prostu wybierać owoce mniej słodkie np. grejpfruty, banany najlepiej zostawić sobie na wcześniejszą porę.

W takim razie co możemy jeść przed snem?

 Wbrew pozorom nie jest to taka prosta sprawa. Każdy organizm ma inne zapotrzebowanie i jeżeli ktoś ma taką możliwość, najlepiej jest się poradzić dietetyk (oczywiście mam na myśli osoby, które pracują nad swoją sylwetkę). Na kolację jak najbardziej wskazane są: wszelkiego rodzaju pieczone, duszone, gotowane na parze ryby, lekkie sałatki z kurczakiem, twarogiem, zupy krem, warzywa – zwłaszcza te zielone. Węglowodany również znajdują swoje miejsce w kolacji, a ich celem jest poprawienie jakości snu. Najlepiej wybierać różnego rodzaju kasze, ryż itp. Dobrze byłoby, gdyby ostatni posiłek jest posiłkiem na ciepło, jednak wiem, że nie jest to zawsze możliwe. Wybierać zwykłe kanapki, skomponujcie je tak, żeby nie zawierały tłuszczu, były pełne warzyw.

Pamiętajcie również o tym, żeby kolacja była spożyta bez pośpiechu, a każdy kęs jedzenia był porządnie rozgryziony przed przełknięciem.

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo często mam problem ze skomponowaniem prawidłowej kolacji. Zawsze wydaje mi się, że wszystkie kolacje na ciepło wymagają zbyt dużej ilości czasu. Muszę zmienić te myślenie i częściej przygotowywać ciepłą kolację. Dajcie znać co u Was najczęściej gości na kolacyjnym talerzu. Jeżeli poszukujecie inspiracji na ten posiłek, odsyłam Was do kategorii „kolacja” na blogu, gdzie znajdziecie mnóstwo przepisów ==> Przepisy na kolację – kliknij tutaj.

Pozdrawiam,

Dominika

Let’s block ads! (Why?)



Source link