Dieta pudełkowa – poznaj jej wady i zalety!


Podziel się na Facebooku

Tweet (Ćwierkaj) na Twitterze

Co kryje się pod tą dość zaskakującą nazwą? Wcale nie chodzi o to, że zamykasz się w pudełku i cierpliwie czekasz, aż waga spadnie. Nie polega to również na zastępowaniu węglowodanów kartonem. Spokojnie, prawda nie jest aż tak ekstremalna. Chodzi tu po prostu o catering dietetyczny! Dlatego też nazywanie tego dietom uważam za lekką przesadę. Niezależnie od nazewnictwa jedna sprawa nie pozostawia wątpliwości. Dieta pudełkowa staje się coraz bardziej popularna, a co za tym idzie pojawia się cała masa firm oferujących takie usługi! Zgodnie należy przyznać, że narodził się nowy trend, a my nie możemy pozostawić tego bez komentarza. Dlatego też specjalnie dla Was przejrzałam oferty, analizowałam wszystkie wady i zalety a wszystko umieściłam w jednym, przystępnym i zrozumiałym poście. Rozbieramy dietę pudełkową na czynniki pierwsze! Zapraszam!

Na czym polega dieta pudełkowa?
Tak jak wspomniałam, chodzi o catering dietetyczny. Podjęcie takiej diety jest, no cóż, najprostsze z możliwych! Cała operację możesz przeprowadzić na stronie internetowej firmy oferującej taką usługę. Po pierwsze ustalasz rodzaj diety. Najczęściej dostępne są diety odchudzające, dla sportowców ( większa kaloryczność posiłków), dieta bezglutenowa, bez laktozy, wegetariańska i wegańska, antycholesterolowa a nawet dieta paleo. Same widzicie, jest z czego wybierać! Kolejną kwestią jest ustalenie kaloryczności diety. I tutaj alarmuję! Właściwie wszystkie firmy oferują dietę 1000 kcal a nawet i mniej. Wierzę, że jesteście rozsądne i żadna z Czytelniczek bloga nie wpadnie na tak genialny pomysł. Umówmy się – 1000 kcal to troszkę za mało! Zdecydowana większość firm proponuję nam 5 posiłków w ciągu dnia, jednak znalazłam również i takie oferty, gdzie liczbę posiłków również można było ustalić. Kolejny krok to ustalenie czasu trwania diety. Możecie sobie zamówić catering na tydzień (istnieje również opcja na 5 dni), miesiąc a nawet kwartał. Wszystko zależy od Was. Już ostatnia sprawa to ustalenie czasu dostawy. Możecie umówić się z firmą, że dowiozą Wam posiłki codziennie (rano lub wieczorem) lub co drugi dzień. Wyobrażacie sobie ten luksus? Codziennie rano czeka na Ciebie 5 zdrowych, gotowych posiłków na cały dzień. Raj!

Dla kogo takie luksusy?
Przede wszystkim dla osób, które mogą sobie pozwolić na to pod względem finansowym. Ceny różnią się zależnie od rodzaju diety, jej kaloryczności a także od okresu, na jaki zamawiamy catering. No i oczywiście każda firma oferuję inny cennik, poza tym koszty mogą być różne w zależności od miasta. Ja przeglądałam oferty w Poznaniu.  Jeżeli któraś z Was zdecyduje się na 5 dni cateringu wygląda to następująco:
-koszty za jeden dzień cateringu zmieszczą się w przedziale 45 – 65 zł ( przy czym taniej raczej nie znajdziecie, drożej może Wam się udać)

– najtaniej wypada dieta odchudzająca i wegetariańska, najdrożej dieta bezglutenowa i dla sportowców (przy czym również jest to zależne od firmy)

– im dłuższy okres trwania diety tym niższe koszty za jeden dzień

Oczywiście cena to nie wszystko. Dieta pudełkowa jest idealna dla osób bardzo zajętych, które nie mają czasu gotować a chcą jeść zdrowo. Sprawdzi się również dla początkujących. Jednak jeżeli dopiero zaczynasz przygodę ze zdrowym stylem życia uważaj na kaloryczność! Wiele firm oferuje darmową konsultację z dietetykiem – skorzystaj! Poza tym to fajna, tymczasowa opcja. Sama zastanawiam się czy nie zamówić takich usług na czas, kiedy jestem najbardziej zajęta – podczas sesji i tuż przed. To naprawdę wygodne rozwiązanie!

Zalety diety pudełkowej
Myślę że będzie dla Was najwygodniej, jeżeli napiszę krótkie podsumowanie zalet i wad. Zacznijmy od dobrej strony.
–  łatwo dostępna

– idealna dla osób początkujących

– dieta dla „upośledzonych kulinarnie”

– nie istnieje problem typu „ nie wiem co na obiad”

– nie musisz sama liczyć kalorii

– dostawa w dogodnym czasie

– możliwość porady dietetycznej

– wygodnie zapakowanie posiłków

Wady diety pudełkowej
A dla równowagi kilka negatywnych aspektów.

– nie gotujesz sama więc nie masz pewności co ląduję w środku

– nie ma miejsca na Twoje nagłe zachcianki, musisz trzymać się jadłospisu

– może zdarzyć się, że posiłek nie przypadnie Ci do gustu

– cena ( szczególnie podliczając w skali chociażby miesiąca) do najniższych nie należy

No cóż, tak ja widzicie dieta pudełkowa ma wiele zalet, ale posiada również swoje wady. Mimo wszystko uważam, że jest to naprawdę ciekawa propozycja! Korzystając z takiej diety możemy nauczyć się regularności i podpatrzeć kilka dań. To naprawdę świetne rozwiązanie dla zapracowanych. Wymówka o braku czasu znika bezpowrotnie. Jeżeli jednak mam być szczera, nie traktowałabym tego jako stałej diety. To świetne rozwiązanie tymczasowe! Ja nie wytrzymałabym całego miesiąca, zbyt bardzo lubię sama robić fit dania. No i jednak wolę sama wybierać produkty, które tam lądują. Mimo tego mam ochotę „ na chwilę” wypróbować. I jeżeli tak się stanie, z pewnością się o tym dowiecie!

A czy wśród Was są dziewczyny które korzystały z cateringu dietetycznego? Może dopiero planujecie inwestycję w taką usługę? Podzielcie się swoim doświadczeniem by pomóc innym czytelniczkom. Chętnie dowiemy się jakie są Wasze wrażenia! Koniecznie piszcie o innych wadach i zaletach diety pudełkowej.

Pozdrawiam,

Martyna

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link

ryc14_1.gif

Niedoczynność tarczycy – odchudzanie vs. choroba


Witajcie. W dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z Wami moją wiedzą na temat walki z niedoczynnością tarczycy. Oczywiście, lekarzem nie jestem, wszystko co tutaj napiszę to głównie moje przemyślenia, trochę wiedzy zdobytej od fachowców oraz na studiach. Nie będę przytaczać medycznej definicji choroby, myślę, że każda osoba która się z nią zmaga wie, na czym ona polega i z jakimi problemami w życiu codziennym się wiąże. Do dzieła więc 🙂

Na początek zacznę od przybliżenia Wam pokrótce mojej historii. Swoje pierwsze starcie z chorobą rozpoczęłam w wieku 10-11 lat, więc praktycznie 14 lat temu. Na niedoczynność cierpiała moja mama, więc kiedy zaczęły pojawiać się u mnie pierwsze symptomy chorobowe, od razu zaciągnęła mnie do endokrynologa. Wynik? TSH 80, głęboka niedoczynność tarczycy. Tak to się wszystko zaczęło. Rozpoczęłam przyjmowanie syntetycznych hormonów poprzez tabletki euthyrox, rozpoczynając od najniższych dawek. W wieku 16 lat pojawiła się u mnie dodatkowo choroba Hashimoto, w 22 roku życia również insulinooporność. Obecnie, po tych wszystkich latach zmagań w kocu dobiłam do ‚normalnego’ TSH (w okolicach 1) przy dawce leków 125. Po drodze zmieniłam też euthyrox na letrox, ze względu na zawartość ‚dodatków’ na które źle reagowałam. Próby odstawienia tabletek i przejścia na różnorakie diety kończyły się u mnie zawsze bardzo źle, TSH natychmiast wariowało. Nigdy nie miałam problemów z wagą, przez całe dzieciństwo nosiłam rozmiar xxs/xs, jako nastolatka xs/s – całe życie jestem związana ze sportem, mimo choroby nie wyobrażałam sobie bez niego dalszych dni. Dopiero po 22 roku życia, gdy w kość dała mi insulinooporność oraz problemy z kortyzolem (o którym też napiszę w osobnym poście, ponieważ jest to hormon bardzo istotny dla osób ćwiczących) przybrałam na wadzę prawie 20 kg. Był to dla mnie ogromy szok i duży problem natury estetycznej. Nie byłam nigdy jakoś strasznie gruba, ale przejście na rozmiar M/L naprawdę stało się kłopotliwe, zaczęłam wstydzić się samej siebie i tego, jak wyglądam. Dla osoby, która całe życie związana była ze sportem i odżywiała się zdrowo był to po prostu powód do popadnięcia w depresję. Jednak nie odpuściłam, rozpoczęłam swoją walkę o dawną sylwetkę i swoje zdrowie.

Co więc jest ważne podczas walki o smukłą sylwetkę przy niedoczynności tarczycy?

  1. Właściwe leczenie

Nie ma co oszukiwać – unormowanie pracy tarczycy to podstawa. Wiem dobrze, że znalezienie dobrego lekarza i właściwej dawki leków może trwać mnóstwo czasu, jednak warto być cierpliwym. Kiedy w kocu osiągniemy odpowiedni stan hormonów (TSH, FT3, FT4, AntyTpo) możemy śmiało brać się za odchudzanie, bo będzie ono skuteczne tak, jak u zdrowych ludzi. Przy niedoczynności tarczycy warto również dbać o inne badania, ponieważ chorób ‚towarzyszących’ jest niestety sporo – często może występować PCOs, hashimoto, insuliooporność czy cięższy zespół Cushinga, ogólne problemy hormonalne. Warto więc regularnie sprawdzać swoje zdrowie, tym bardziej, jeśli pojawiają się nowe, niepokojące objawy. Warto również sprawdzać poziomy witamin czy minerałów, szczególnie witaminy D3, wapnia, fosforu.

2. Dieta, dieta, jeszcze raz dieta

Jak przy zwyczajnym dbaniu o naszą sylwetkę – cudów bez dobre diety nie osiągniemy. Mówi się, że wiele osób z niedoczynnością tarczycy powinno odstawić gluten czy laktozę. Ja je jem, lecz mam 100% pewność, że nie mam na nie nietolerancji czy alergii. Jeśli mamy wątpliwości – warto zrobić badania. Niestety, muszę przyznać, że bywają one kosztowne. Można więc próbować metodą prób i błędów, odstawiając po kolei poszczególne składniki pokarmowe i obserwując swój organizm. Kolejnym krokiem jest właściwy dobór makroskładników – nie od dziś wiadomo, że w diecie przeciętnego Polaka przeważają tuczące węglowodany. Na standardowych dietach najczęściej obcina się ich ilość. Jednak przy chorobach tarczycy dieta z wykluczeniem węglowodanów lub z ich bardzo niskim poziomem nie jest polecana. Zamiast tego wybieramy te z niskim lub sporadycznie średnim indeksem glikemicznym. Unikamy natomiast wszelkich słodyczy, produktów o wysokim indeksie glikemicznym i wysokokalorycznych. Polecana jest także wyższa niż klasycznie (ale nie z przewagą tego składnika – powinno ono stanowić 15% max 20% całościowego bilansu kalorycznego) zawartość białka w diecie – jest ono także składnikiem energetycznym, dobrze wiąże wodę, jest mniej kaloryczne niż węglowodany a przy tym sycące. Stymuluje także produkcje hormonu wzrostu w dużej mierze odpowiedzialnego za spalanie tkanki tłuszczowej. Aby chronić nerki, które przy dietach wysokobiałkowych są mocno obciążone, należy wypijać co namniej 1,5 litra wody dziennie. Należy także pamiętać o podaży zdrowych tłuszczy – awokado, orzechy, oliwa z oliwek, sławiony ostatnio olej kokosowy itp.

Kolejnym ważnym punktem jest tolerancja jodu – jeśli tarczyca wystąpiła na tle autoimmunologicznym, należy uważać na jego spożycie. Bywają także przypadki, kiedy do niedoczynności doszło właśnie z powodu braku tego składnika – wtedy nasza dieta powinna być bogata w jod. W tym temacie nasze wątpliwości powinien rozwiać lekarz. Jeśli jesteśmy tym drugim przypadkiem, warto zwrócić uwagę także na wyłączenie z diety produktów, które upośledzają przyswajanie tego składnika przez nasz organizm. Są to na przykład surowe warzywa takie jak kalafior, kapusta, brukselka czy soja. Dbamy o prawidłową podaż selenu czy cynku. Uważamy także na zawartość konserwantów, barwników które niekorzystnie działają na pracę naszej tarczycy. Warto do diety dodać z kolei zioła i naturalne produktu pobudzające metabolizm, z wyłączeniem stymulantów. Kolejny ważny punkt – pod żadnym pozorem nie wolno przechodzić na drakońskie diety typu 1000kcal czy 1200kcal – nasz metabolizm i tak jest już upośledzony, tego typu dieta tylko dodatkowo go spowolni, co przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego. Kalorie obcinamy stopniowo, wychodząc z naszego całkowitego zapotrzebowania energetycznego.

3. Aktywność fizyczna

Jeśli nasze hormony są wyregulowane, nie ma wymówek. Wiele osób z niedoczynnością tarczycy ciągle mówi, że nie ćwiczy, bo nie ma siły, szybko się męczy i tak dalej. Owszem, choroba ta sprzyja kiepskiemu samopoczuciu, ale endorfiny które uwalniane są podczas ćwiczeń są dla nas bardzo korzystne – znacząco mogą poprawić komfort naszego codziennego życia. Ponadto wymówka „szybko się męczę” jest przereklamowana – często winą tego jest kiepska kondycja i wydolność, którą trzeba po prostu wypracować, a nie sama choroba. Aktywność fizyczna jest ważna, ponieważ podkręca nasz metabolizm i ułatwia spalanie niechcianych nadmiarów tkanki tłuszczowej. Polecane są głównie ćwiczenia tlenowe – pływanie, jogging, rower, rolki czy klasyczne „dywanówki” w postaci dłuższych cardio czy interwałów (które notabene można oczywiście wykonywać także w terenie). Takie ćwiczenia pozwalają nam spalać kalorie długo po ich zakończeniu. Jeśli nasza kondycja jest kiepska, śmiało możemy zacząć od spacerów, marszów czy marszobiegów – to nie żaden wstyd! Każda aktywność jest dobra! Nie ma co rzucać się na głęboką wodę i zniechęcać po 10 minutach ćwiczeń, które nas nadmiernie przemęczają i których nie jesteśmy w stanie wykonać. Naprawdę lepiej zacząć spokojnie, a z czasem po prostu zwiększać ilość aktywności. Ważny jest też czas – pamiętajmy, że lepiej ćwiczyć 30-40-50 minut średnio intensywnie, niż 10-15 minut na maxa i potem paść – na początku wysiłku spalane są głównie węglowodany a nie tkanka tłuszczowa. Wyjątkiem tego typu ćwiczeń są oczywiście tabaty, ale mają one za zadanie podkręcanie metabolizmu, nie stricte spalanie tkanki tłuszczowej. Trening siłowy także jest ważny, ponieważ duża zawartość tkanki mięśniowej w organizmie również wpływa na szybkość przemian i zwiększa zapotrzebowanie energetyczne. Jak ognia unikamy natomiast sytuacji przetrenowania, przemęczenia czy nadmiernej aktywności – naprawdę, 3-4 razy w tygodniu w zupełności wystarczą, organizm musi się regenerować, hormony stabilizować. Większa aktywność zamiast pomagać, może szkodzić, szczególnie przy restrykcyjnej diecie (dlaczego nie warto na nią przechodzić, patrz punkt wyżej). Oczywiście możliwe jest uprawianie sportu zawodowego, jednak wtedy należy dbać o prawidłowy bilans kaloryczny i stałe badania hormonów (głównie hormonu wzrostu, kortyzolu). Czego powinniśmy unikać – przede wszystkim wysiłków bardzo intensywnych (bardzo wysokie tętno) i krótkotrwałych.  Sprzyjają one bowiem szybkiemu wyrzutowi hormonów oraz równie szybkiemu ich spadkowi do poziomu niemal poniżej podstawowego, co dla osób chorych na niedoczynność tarczycy jest bardzo niekorzystne.

Przeszkodą w podejmowaniu aktywności fizycznej mogą być problemy z krążeniem, które występują u części chorych oraz anemia. Wtedy nasze mięśnie mają problemy z przepływem krwi przez nie co skutkuje gorszą wytrzymałością i spalaniem w dużej mierze glikogenu mięśniowego zamiast innych składników energetycznych. Warto wtedy zaczerpnąć rady lekarza – kardiologa, co do ćwiczeń, które nie są dla nas polecane, monitorować się oraz w przypadku anemii czy cięższych zmian podjąć leczenie. Jednak zdecydowanie i wtedy należy stopniowo poprawiać naszą wydolność, ponieważ będzie to miało świetne oddziaływanie na cały układ krążenia.

4. A co z antykoncepcją?

Pytanie, które często pada z ust osób chorych na tarczycę. Szkoły są dwie – jedni uważają, że leków antykoncepcyjnych trzeba unikać, jak ognia, drudzy przepisują je bez przeszkód. Ja jestem za tym drugim rozwiązaniem. Dlaczego? Głównie ze względu na często towarzyszące niedoczynności PCOs, które po prostu „leczy się” między innymi tabletkami antykoncepcyjnymi. Oczywiście leki powinny być przepisane tylko po szczegółowych badaniach hormonalnych aby zminimalizować ryzyko objawów niepożądanych. Jeśli tyjemy, odkłada się nam woda, pojawiają bóle, plamienia (przez 3 pierwsze opakowania są dozwolone) i inne problemy – natychmiast powinniśmy zgłosić to lekarzowi, aby mógł przepisać inne leki! Jeśli trafimy na lekarza, który tabletki wypisuje na przysłowiowe oko – uciekajmy jak najszybciej. Naprawdę nie warto.

Trochę długi ten post, ale chciałam jak najwięcej wam przekazać i przybliżyć. Z pewnością i tak o czymś zapomniałam 😀 Jeśli macie jakieś pytania, własne obserwacje, z czymś się nie zgadzacie – śmiało, piszcie. Tak jak i Wy, ja też ciągle uczę się czegoś nowego na temat tej choroby. Pozdrawiam gorąco 🙂

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link

large-2-1.jpg

Hannah Polites – kobieta, która w ciąży wyglądała jak ideał!


Podziel się na Facebooku

Tweet (Ćwierkaj) na Twitterze

Jeżeli nie wiecie kim jest ta kobieta, zapewniam Was, że na pewno niejednokrotnie widziałyście jej zdjęcia i  z zazdrością na nie spoglądałyście. Ta niesamowicie zgrabna 24-latka, a zarazem wysportowana blondynka właśnie dzisiaj została mamą. Przez całą ciążę mieliśmy okazje oglądać jej wspaniałe zdjęcia, które na mnie wywołały ogromne wrażenie. Ta kobieta w ciąży wyglądała idealnie! Czy istnieje na to jakiś przepis? Myślę, ze tak!

Nasza dzisiejsza bohaterka wpisu, swoją przygode z instagramem zaczęła 4 lata temu – 2012 r. Piękne zdjęcia jej sylwetki na tle gorącego kraju sprawimy, że zebrała ponad milion obserwatorów!

5 miesięcy, 5,5 miesiąca, 8 miesięcy https://www.instagram.com/p/BH_-so_jN7D/?taken-by=hannahpolites5 miesięcy, 5,5 miesiąca, 8 miesięcy
https://www.instagram.com/p/BH_-so_jN7D/?taken-by=hannahpolites

Internauci docenili jej idealną sylwetkę i bardzo chcieli poznać na nią przepis. Dzięki swojej determinacji stała się jedną z najpopularniejszych blogerek w Australii. Na swoim blogu dzieli się przepisami, opisuje swój styl życia. Pod zdjęciami na instagramie często zdradza swoim obserwatorom sekret wspaniałych pośladków.

Jednak dzisiaj nie będziemy „rozwali” o jej stylu życia tylko o tym jak wyglądała w ciąży.

36 tydzień https://www.instagram.com/p/BIR3UpsAx-2/?taken-by=hannahpolites36 tydzień
https://www.instagram.com/p/BIR3UpsAx-2/?taken-by=hannahpolites

Dokładnie dzisiaj Hannah poinformowała na swoich profilach społecznościowych o tym, że została mamą.

Całą ciążę była aktywna fizycznie. Ostro trenowała na siłowni. Na instagramie ostatnie zdjęcia z treningu dodała 4 tygodnie temu. Całą ciążę odżywiała się zdrowo i zapewniała wszystkich internautów, że jest rozważna, dba o dobro dziecka i swoje dobre. Nie robi niczego, co mogłoby mu zaszkodzić. Swoją córeczkę urodziła w terminie. Jej styl życia w ciąży absolutnie nie zadziałał na jej niekorzyść. Oczywiście głosy internautów na temat ćwiczeń w ciąży były mocno podzielone.

36 TYDZIEŃ https://www.instagram.com/p/BIro3TmDddD/?taken-by=hannahpolites36 TYDZIEŃ
https://www.instagram.com/p/BIro3TmDddD/?taken-by=hannahpolites

Wiecie dlaczego chciałam Wam przedstawić tę kobietę?

Niestety w naszym społeczeństw istnieje ciągłe przekonanie, że w ciąży trzeba leżeć brzuchem do góry i nic nie robić. Oczywiście mówię o zdrowych, dobrze rozwijających się ciążach. Nie takich, które były zagrożone. Moim marzeniem było prowadzenie takiego trybu życia jak Hannah w ciąży. Niestety nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiem jedno. Jeżeli kiedyś będzie mi dane zostać drugi raz mamą i nie będę miała żadnych przeciwwskazań zdrowotnych, będę aktywna fizycznie do ostatnich dni! 🙂 Jeżeli przed ciąża prowadziłyście aktywny tryb życia, nie macie żadnych przeciwwskazań, róbcie to dalej! 🙂

Mamy tutaj mamy, które przez cały okres ciąży bacznie trenowały? Koniecznie napiszcie jak długo ćwiczyłyście. Może mamy tutaj mamy tutaj przyszłe mamy, które zamierzają złamać stereotyp i jeżeli tylko będą mogły, spędzą te cudowne miesiące aktywnie?

Koniecznie dajcie znać. Jestem bardzo ciekawa czy Waszym zdaniem trenowanie w ciąży jest rozsądne czy nie?

Pozdrawiam serdecznie,

Dominika

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Kilka słów o Raw Food- nowy styl odżywiania?


Podziel się na Facebooku

Tweet (Ćwierkaj) na Twitterze

O raw food zaczyna się robić coraz bardziej głośno. Cała dieta, a raczej powiedziałabym, że styl życia, ma swoich przeciwników jak i również zwolenników. Jedno jest pewne, stosowanie się do zasad raw food nie należy do najprostszych. Raw food nazywany jest również witarianizmem i tymi dwoma nazwami będę posługiwała się w tym wpisie.

NA CZYM POLEGA WITARIANIZM?

Przede wszystkim na spożywaniu produktów świeżych, nieprzetworzonych w niższej temperaturze od 41°. Uważa się, że stosowanie wyższej obroki sprawia, że w pokarmie pojawiają się obce związki chemiczne,  z którymi organizm ma problem w takcie ich trawienia.

ISTNIEJE KILKA RODZAJÓW WITARIANIZMU:

Największa popularnością cieszy się witarianizm osób na diecie wegańskiej. Spożywają one wyłącznie rośliny. Nie ma tam miejsca na produkty pochodzenia zwierzęcego. Łatwo jest również wyróżnić z tłumu osoby wegetariańskie, które pozwalają sobie na spożywanie mleka niepasteryzowanego, wyrobów z takiego mleka. Spożywają jajka,  a nawet miód. Muszę Was zaskoczyć! W gronie witarianizmów są również osoby, które spożywają mięso. Oczywiście jest to mięso poddane obróbce tylko do 41 stopni lub surowe.

CO Z TŁUSZCZAMI?

Nie oszukujmy się. Raw food jest niskotłuszczowym stylem życia. Przeważają tutaj owoce oraz warzywa. Jednak witarianie pozwalają sobie na małe ilości orzechów, nasion lub awokado po to, żeby dostarczyć organizmowi odrobiny zdrowych tłuszczów.

Odżywianie się w stylu raw food jest dość czasochłonne. Przygotowywanie posiłków pochłania mnóstwo energii. Żeby zapełnić swój dzienny bilans kaloryczny produktami nieprzetworzonymi np: samymi owocami, mięsem czy nasionami, trzeba przygotowywać naprawdę ogromne porcje jedzenia. Są osoby, które w trakcie stosowania się do zasad raw food są w stanie wypić koktajl z 30 bananów, żeby dostarczyć organizmowi odpowiedniej dawki kalorycznej.

Jakie jest Wasze zdanie na temat witarianizmu? Może są tutaj osoby, które stosują taki styl życia? Ja szanuję każdy wybór. Mimo wszystko staram się zachować umiar i na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie wyeliminowania z jadłospisu przede wszystkim mięsa gotowanego, pieczonego. Raczej nie umiałabym kierować się w życiu zasadami raw food. Mimo wszystko w rw food znajduję też wiele plusów i pysznych przepisów.

Jeżeli zainteresował Was ten temat, mogę napisać kolejny post i podać np. przykładowe przepisy raw food.

Pozdrawiam serdecznie,

Dominika

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link

5 najgłupszych wymówek, które oddalają Cię od wymarzonej sylwetki


Podziel się na Facebooku

Tweet (Ćwierkaj) na Twitterze

Będę z Wami szczera Dziewczyny. Siedzę sobie zła i nieszczęśliwa, bo złapałam przeziębienie w środku lata. No jak to tak latem?! A jak już człowiek jest niezadowolony, to bardzo szybko zaczynają denerwować nas inne rzeczy. Przykładowo, strasznie zaczyna Cię wkurzać, że od znajomej po raz 6 w tym tygodniu słyszysz, że jest niezadowolona ze swojego wyglądu i za każdym razem podaje ten sam powód. Oficjalnie, mam dość! Postanowiłam się z tym rozprawić. I mam nadzieje, że ten wpis pomoże Nam wszystkim. Mnie, Wam i nawet tej nieszczęsnej znajomej. Oto 5 absolutnie najgłupszych wymówek, które oddalają Cię od wymarzonej sylwetki! Ustalmy jedno – wszystkie wymówki są głupie. Jeżeli coś kwalifikuje się do miana wymówki, to przykro mi, istnieje tylko podział na bardzo głupie i trochę mniej głupie. Bo jak inaczej nazwać coś, co prawdopodobnie sama sobie ubzdurałaś, a dodatkowo to coś oddala Cię od realizacji marzeń? No głupota. Definitywnie. Ja po prostu wybrałam te najgorsze.

Nic mi się dzisiaj nie chcę. Chyba po prostu jestem z natury leniwa!
Serio tak sądzisz? To wzywajmy egzorcystę, bo chyba Cię coś solidnie opętało! Zlituj się kobieto! Gdyby w ten sposób myśleli naukowcy i wynalazcy to prawdopodobnie siedziałabyś teraz w jaskini w jakże seksownym staniku z kokosów i czekała aż twój Fred Flintstone przyniesie kolejną zdobycz do upieczenia nad ogniskiem. W porządku, może DZISIAJ masz gorszy dzień. Jutro już nie może tak być. A gdybyś się uparła, z pewnością i dzisiaj znajdziesz w sobie trochę energii do działania. Tylko rusz w końcu tyłek i zacznij działać! Nadal Ci się nie chce? Okay, to trudno. Narzekaj sobie dalej, ja lecę spełniać moje marzenia.

Nie mam czasu!
Badania, które właśnie sobie wymyśliłam jasno wskazują, że zdecydowana większość kobiet używając tego argumentu kłamie. Zastanów się. Miałaś czas sprawdzić fejsa? Ile czasu przesiedziałaś w Internetach szukając niczego? Od ilu godzin zupełnie bezmyślnie kręcisz się po sklepach? No dobra. Zakładam, że masz pracę albo studiujesz. A może nawet jedno i drugie. Możliwe, że masz męża, dzieci a niepozmywane naczynia nie dość, że rozwijają już cywilizację to powoli zaczynają walczyć o terytorium z niezrobionym praniem. Masz swoje obowiązki i ja to rozumiem. Obowiązki mam, ja, Ty, Twój sąsiad, papież i Barack Obama. Nawet Pan Mietek spod monopolowego jakieś tam ma! I wszyscy mamy dokładnie tyle samo czasu na ich realizacje. Zadbaj o swoją organizację. Podziel obowiązki domowe. Odmów, kiedy po raz kolejny ktoś poprosi o przysługę. I w końcu zacznij żyć tak, by jutro rano móc powiedzieć sobie „ Jeej, ale ja jestem szczęśliwa!”

Ale ja nie umiem!
To się naucz. Serio, no po prostu naucz się. I daruj sobie gadkę, że nie masz czasu. Albo że jesteś leniwa. Żyjemy w tak fantastycznych czasach, że w zasadzie nauczyć się możesz wszystkiego.  Wystarczy, że podejmiesz działanie. Wystarczy kupić poradnik, obejrzeć filmik czy jeszcze prościej, zapytać o radę kogoś, kto już potrafi! Marzysz o jodze? Odpalaj Youtube. Nawet nie musisz zapisywać się na zajęcia! Pamiętaj, od czegoś trzeba zacząć. Nawet najmniejszy krok to o wiele więcej niż siedzenie i narzekanie. Dasz radę. A przynajmniej spróbuj. Nawet jeżeli coś Ci nie wyjdzie, będziesz bogatsza o nowe doświadczenia. To też ma znaczenie. Do dalej, ruszaj!

Nie nadaję się do tego!
Czyli do czego? Do osiągania celów? Do posiadania wysportowanej sylwetki? Do bycia zadowolonej z siebie? Jeżeli na któreś z tych pytań odpowiedziałaś twierdząco to prawdopodobnie potrzebujesz już pomocy specjalisty. Jeżeli nie, czytaj dalej. Wszyscy potrzebujemy celów w życiu i jesteśmy stworzeni do tego by je osiągać. Ja naprawdę tak uważam! I Tobie też to polecam, bo w ten sposób łatwiej się zmotywować. Nie kłam proszę, że spróbowałaś każdego sportu i nic Ci się nie podoba. Nie oszukuj, że żadne zdrowe danie nie przypadło Ci do gustu. Nie musisz lubić czy umieć wszystkiego. Ale na pewno jest coś, w czym się sprawdzisz. Ja nie potrafię pływać i nie jestem pewna czy kiedykolwiek się nauczę. Ale porażka na basenie absolutnie nie przeszkadza mi w bieganiu. Zawsze można znaleźć coś dla siebie! Nawet osoby z ograniczeniami zdrowotnymi znajdują formę treningu dla nich odpowiednią. Wystarczy tylko trochę się postarać.

Nie mam warunków!
Pod „warunki” można wiele podstawić. Nie biegam, bo nie mam butów. Nie ćwiczę, bo mam daleko na siłownie. Nie gotuję, bo spóźnię się do pracy. Nie trenuję w domu, bo nie mam miejsca. Słuchajcie, z powodzeniem mogłabym teraz obalić wszystkie te wymówki na kilka sposobów. Tylko czasem sobie myślę – po co? Przecież Wy same doskonale wiecie co zrobić, by rozwiązać problem! Czasem po prostu nie chcecie nic z tym zrobić. To co piszę jest brutalne, ale prawdziwe. Bo jeżeli ktoś bardzo, ale to bardzo nie chce to zawsze znajdzie wymówkę. Tylko proszę, nie narzekaj potem na swój ciężki los. Brak działania jest również decyzją. Pamiętaj o tym.

Myślę, że udało mi się wybrać absolutnych zwycięzców wśród najgłupszych wymówek. Pamiętaj, nic nie zrobi się samo. Jeżeli marzysz o pięknej sylwetce, musisz, ale to musisz zacząć robić cokolwiek w tym kierunku. Czy naprawdę chcesz ciągle tkwić w tym samym punkcie przez jakieś głupoty? Nie sądzę. Na temat motywacji do działania powstało już tysiące książek i jeszcze więcej publikacji w internecie. Jednak nikt za Ciebie nie podejmie działania. Dlatego „rusz tyłek i przestań marudzić” wydaje się być najlepszą poradą!

Macie innych faworytów wśród głupich wymówek? Jest coś o czym nie wspomniałam? No i oczywiście – jak myślicie, którą z tych wymówek koleżanka atakuje mnie przez 6 dni w tygodniu? Piszcie komentarze!

PS. I pamiętajcie, poranki są jednak chłodne! Uważajcie na strój do biegania. Katar latem jest bardzo słaby!

Pozdrawiam,

Martyna

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Metamorfoza Weroniki – efekty ćwiczeń i zdrowego odżywiania


Podziel się na Facebooku

Tweet (Ćwierkaj) na Twitterze

Już dawno na blogu nie było nowej metamorfozy. Trzeba odświeżyć tę kategorię. Jeżeli Wy również przeszłyście nawet malutką przemianę, prześlijcie swoje zdjęcia na tipsforwomen@wp.pl, opiszcie ją w skrócie, załączcie zdjęcia, a my pokażemy ją wszystkim dziewczynom, które potrzebują motywującego kopa! Tym razem poznajcie Weronikę, która nadal walczy! 

„Witam,

Długo zwlekałam z tą wiadomością, jednak po paru przemyśleniach postanowiłam ją napisać i wysłać zdjęcia mojej małej metamorfozy.

Moja przygoda z bycia „fit” zaczęła się w styczniu 2014 z wagą startową 86 kg. Muszę Wam wspomnieć, że kilka lat wstecz ważyłam 92 kg, ale przy głodówkach, dietach kapuścianych itp. zrzuciłam 6kg.

Dzień w dzień trening ,dieta, sen,praktyka ,szkoła i tak w kółko przez okrągłe 7 miesięcy. Hektolitry potu wylane i efekty osiągnięte – 17 kg. Mel B, Tiffany, Ewa Chodakowska i wiele innych trenerów spalało mój tłuszczyk. Sukces niesamowity, satysfakcja ogromna! W końcu nadszedł wyjazd za granicę, a jako 18 latka musiałam zrezygnować z treningów na rzecz wakacyjnej pracy.

Wróciłam do kraju,wydawało mi się,że wrócę jak najszybciej do treningów i będę jeszcze lepiej wyglądać. Wrzesień przeleciał,poznałam mojego faceta. Trening i dieta odeszły w zapomnienie. W ciągu 1,5 roku przybrałam na wadze 7 kg. Czułam do siebie wstręt, nie mieściłam się w ulubione spodnie. Żadna sukienka nie pasowała, wylewające się boczki,wystający brzuch – po prostu porażka.

W kwietniu tego roku mama poprosiła mnie o znalezienie pewnego dietetyka w internecie. Znalazłam,poczytałam opinie – cud,mnóstwo ludzi zadowolonych. Cuda nie widy! Myślę,a co tam! Raz kozia śmierć.. Zdobyłam numer i na drugi dzień byłam już umówiona na konsultację z dietetykiem.

Nadszedł czas wizyty,ogromnie przerażała mnie myśl wejścia na wagę. 75,5 kg – waga przerażała, w dodatku z podejrzeniem niedoczynności tarczycy oraz przyszłościowych problemów z ciążą. Pan Adam z uśmiechem na twarzy powiedział,że damy radę. I rzeczywiście ma rację! Moja waga w 3 miesiące poleciała 7,5 kg w dół. Zdrowe odżywianie stało się zabawą, a trening dodatkiem. Efekty są i będą. Liczę od Was na jakiegoś kopa do dalszego działania,a nóż za niedługo znów pokażę Wam moją metamorfozę.

Kochane zostawcie kilka motywujących słów dla Weroniki. Same dobrze wiecie, że nie ma większego kopa motywującego od tego, którego mogą dać osoby z tą samą pasją. Chciałam tylko zwrócić uwagę na to, żebyście nigdy nie zaczynały tracenia wagi od diety kapuścianej itp. Mam nadzieję, że ten wpis udowodnił Wam, że nie jest warto, a najlepsze efekty uzyskuje się dzięki zdrowemu odżywianiu i regularnym treningom.

Pozdrawiam serdecznie,

Dominika

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link

kiszone-ogorki.jpg

9 rzeczy, które warto zrobić latem – garść inspiracji dla dbających o zdrowie


Tego lata mam lekki wstręt do komputera – pracuję na nim tyle, ile wymagają ode mnie obowiązki służbowe, a potem wyłączam w cholerę i idę cieszyć się życiem z daleka od monitora.

To nie znaczy, że nie ma nowych wątków, inspiracji i porad dotyczących zdrowego stylu życia, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Ale wszystko ma swój czas, a ja czuję, że teraz potrzebuję solidnego ładowania akumulatorów na nadchodzące miesiące i wyzwania z nimi związane – dlatego teksty na blogu pojawiają się teraz dużo rzadziej.

Mam nadzieję, że Wy także korzystacie z lata i wszystkich dobroci, jakie oferuje. Poniżej mała i oczywiście bardzo subiektywna ściąga, jak wykorzystać letni czas z korzyścią dla zdrowia (fizycznego i psychicznego:)). Dla mnie to właśnie takie drobne, pozornie mało znaczące i mało spektakularne rzeczy składają się na pełnię: lata, wypoczynku, szczęścia.

Co warto zrobić latem?


1. Przetwory owocowe i warzywne

ogórki kiszone

Soki, powidła, weki warzywne, kiszonki, mrożenie warzyw – odkąd pamiętam, lato w moim rodzinnym domu upływało pod znakiem przygotowywania przetworów. Jeżeli macie własny ogródek (albo – tak jak ja – rodziców z ogrodem), na pewno dobrze to znacie. Kiedyś buntowałam się, że porzeczki, maliny czy ogórki dojrzewają akurat wtedy, kiedy mam coś w planie;) Teraz ten rytm i prace w to wpisane najzwyczajniej mnie cieszą i staram się przyjeżdżać gdy tylko mogę, aby załapać się na rodzinne przetwarzanie.

Nasze „must have” jeżeli chodzi o przetwory to:

  • soki z porzeczek, malin i czarnego bzu (leczymy się nimi w razie przeziębień)
  • powidła śliwkowe, truskawkowe i malinowo-jeżynowe (najnowsze odkrycie: można je robić z odrobiną soli zamiast cukru)
  • kiszone ogórki i kapusta (bez porównania do tych sklepowych!)
  • passata pomidorowa
  • suszone śliwki i jabłka
  • warzywne leczo (mój ulubiony sposób na pyszny i szybki obiad zimą)

Oprócz tego dużo warzyw i owoców mrożę (np. fasolkę szparagowa, bób, dynię, marchew, buraki, szpinak, jarmuż, jagody, maliny i wiele innych) – to najszybszy sposób na przechowywanie. Lubię też eksperymenty – w tym roku przygotowałam np. pikantne ogórki w miodzie i musztardzie, na pewno zrobię też dynię z imbirem i jabłkami do słoików. Pole do popisu jest ogromne:)

Zobacz także moje ubiegłoroczne teksty o przetworach:

Przygotowanie spiżarni na zimę – część I: mrożonki z warzyw i owoców
Przygotowanie spiżarni na zimę – część II: dwa najprostsze sosy warzywne
Przygotowanie spiżarni na zimę – część III: przetwory kreatywne:)

2. Zbieranie i suszenie ziół

suszenie ziół

W tym sezonie moja siostra założyła profesjonalny ogródek ziołowy – rozmaryn, macierzanka, tymianek, bazylia, oregano, szałwia, lubczyk i inne zioła rosną w nim jak oszalałe:) W związku z tym strych w domu rodziców zamienił się w suszarnię – zioła rozkładamy na płasko w suchym pomieszczeniu (nie w bezpośrednim słońcu) i suszymy. Można też krótko dosuszyć je w piekarniku, np. po pieczeniu ciasta.

Oprócz ziół z domowego ogródka oczywiście mamy do dyspozycji niezliczoną ilość dzikich roślin – wystarczy poszukać ich w czystych lasach i na łąkach. Część z nich najlepiej spożywać na świeżo, w sezonie, ale część spokojnie można zasuszyć.

U nas póki co suszy się: pokrzywa (herbatka działa wzmacniająco), dziurawiec (będzie w sam raz na jesienny spadek nastroju), kwiaty i liście lipy (rozgrzewająca herbatka na przeziębienie), rumianek (świetna płukanka do włosów). Ciąg dalszy nastąpi, już niedługo np. czas na czarny bez:)

Jeżeli planujesz własne zbiory, sprawdź: Kalendarz zbiorów dzikich roślin

3. Domowe nalewki

Tu produkcją zajmują się moja mama i mój mąż. U nas w tym roku w toku nalewka z pędów sosny, porzeczkowa i lipowa, ale myślę, że to jeszcze nie koniec;) Ja eksperymentalnie zrobiłam też butelkę szampana z kwiatów czarnego bzu według przepisu z Zielonego Zagonka – jest przepyszny, więc w przyszłym roku na pewno przygotuję więcej.

Sprawdzone przepisy na domowe nalewki:

z dzikiej róży
z kwiatów czarnego bzu
z pędów sosny

4. Zbiory leśne

jagody leśne

Grzybobrania to u nas rodzinna tradycja. Suszone lub obgotowane i zamrożone grzyby są później pysznym, sycącym dodatkiem do obiadów, nie może ich zabraknąć także w daniach wigilijnych – czerwonym barszczu, pierogach czy kapuście z grzybami.

Ja przyznam, że owszem, do lasu jeżdżę bardzo chętnie, ale grzyby znajduję raczej rzadko. Nadrabiam za to zbieraniem jagód :)

5. Kulinarne eksperymenty

zupa krem z cukinii

Nie wiem jak u Was, ale u mnie lato to czas wymyślania nowych przepisów. Kreatywność uruchamia mi się szczególnie wtedy, gdy mam nadmiar jakiegoś składnika do wykorzystania, a o to dzięki ogrodowi rodziców latem nie trudno:) W taki sposób powstały przepisy na sos pomidorowo-szałwiowy i zieloną zupę-krem z cukinii, szpinaku i świeżych ziół. Myślę, że niedługo się tymi przepisami podzielę.

6. Spędzanie mnóstwa czasu na świeżym powietrzu

Za to uwielbiam porę letnią: można spacerować do woli, siedzieć na trawie/ ławce/ leżaku i czytać godzinami, na świeżym powietrzu uprawiać sport, spotykać się ze znajomymi, grillować w parku. Nawet mieszkając w mieście jesteśmy wtedy trochę bliżej natury, odpoczywamy i… suplementujemy witaminę D :)

7. Czytanie grubych książek, na które nigdy nie ma czasu

książki na lato

Bardzo lubię czytać na świeżym powietrzu, a lato i wczesna jesień stwarzają ku temu mnóstwo okazji. W końcu jest czas na nadrobienie zaległości – u mnie „wjeżdżają” wtedy lektury, które w warunkach domowych wydają mi się zbyt „grube” i zajmujące dużo czasu, jak doskonała Nic nie zdarza się przypadkiem Tiziano Terzani’ego, którą właśnie czytam.

8. Korzystanie z bogatej oferty kulturalnej miast

To jeden z nielicznych (przynajmniej dla mnie) plusów mieszkania w dużym mieście: latem można korzystać z wielu atrakcji kulturalnych – od różnego typu imprez plenerowych, animacji i instalacji artystycznych po znane w całym kraju festiwale muzyczne i filmowe, na których można usłyszeć kawał dobrzej muzyki czy obejrzeć kawał dobrego kina.

Ciekawych wydarzeń można szukać w praktycznie każdym większym mieście, ale Wrocław – Europejska Stolica Kultury 2016 – szczególnie nas w tym roku pod tym względem rozpieszcza. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie (nie tylko latem).

9. Małe i duże podróżowanie

karkonosze latem

I na koniec nieodłączny element lata – wyjazdy. Niekoniecznie mam tu na myśli wielkie, zagraniczne podróże (my za granicę wolimy jeździć po sezonie – jest chłodniej, mniej tłoczno i taniej). Czasem wystarczy wyjechać za miasto, do rodziny na wieś albo jeszcze lepiej w polskie góry, aby poczuć tę niesamowitą więź z przyrodą, odetchnąć świeżym powietrzem i naprawdę wypocząć. Polska latem jest taka piękna, kolorowa, różnorodna, aż szkoda z tego nie korzystać! Dla mnie już same zmieniające się za oknem samochodu czy pociągu krajobrazy to wspaniały odpoczynek i sposób na odstresowanie się:)

Życzę Wam wspaniałej końcówki lata!

Let’s block ads! (Why?)



Source link

Motywowanie przez nagradzanie – jak stosować, by było skuteczne?


Podziel się na Facebooku

Tweet (Ćwierkaj) na Twitterze

Kiedy zapytasz kochanego Wujaszka Google o motywowanie przez nagradzanie trafisz przede wszystkim na strony związane z biznesem i porady dla pracodawców. Nic dziwnego! Przecież jak inaczej efektywnie zmotywować pracowników jeżeli nie przez potencjalną nagrodę. Przekopałam się przez wiele takich stron i przeprowadziłam eksperyment na sobie tylko po to, by móc pokazać Wam najbardziej oczywisty patent motywacyjny w możliwie najskuteczniejszej formie! Nie będę pisała o wynikach badań, wadach, zaletach i tych, co sami nie widzą co myśleć. Nie. Ten wpis jest bardzo konkretnym poradnikiem, który pozwoli Ci na pełną mobilizację do działania!  Dlatego umówmy się na jedno – od tego momentu traktuj siebie jako pracodawcę i pracownika jednocześnie. Załóżmy, że prowadzisz jednoosobową działalność, a przedmiotem tej działalności jest zdrowy styl życia. Gotowa? To zaczynamy zarabiać!

Krok pierwszy: ustal obowiązki
Zaczynamy od zupełnych podstaw.  Jak mogłabyś robić cokolwiek, jeżeli sama nie wiesz czego chcesz? Jak czułbyś się w pracy, gdyby szef stawiał przed Tobą wysokie wymagania, ale tak naprawdę nie sprecyzował co masz zrobić? Trochę słabo, co? No właśnie. Dlatego ustal jeden, konkretny cel i plan działania. W tej chwili musisz wiedzieć, do czego zmierzasz i jak to osiągniesz. Im dokładniej określisz te kwestie tym lepiej. Twój cel musi być jasny, nie możesz zostawić sobie miejsca na odstępstwa, bo bardzo szybko zaczniesz kręcić i kombinować. W Twoim życiu błyskawicznie pojawią się wymówki, a to najgorsze co może Cię w ty momencie spotkać. Nie ma zmiłuj! Podejmij teraz odpowiedzialną decyzję. Co chcesz z tego wszystkiego mieć i jak to zrobisz. Koniec i kopka.

Krok drugi: ustal nagrodę
I tutaj uwaga. W tej technice motywacyjnej samo osiągnięcie wyznaczonego celu jeszcze nie jest nagrodą! Musisz mieć ustaloną jakąś dodatkową korzyść. Przemyśl to w ten sposób. Pracownik w firmie pracuje nad jakimś ważnym projektem. Tylko czy dla niego ten projekt jest AŻ TAK ważny? No cóż, nie do końca. Stanie się taki, jeżeli pracownik dostanie za ten projekt dodatkową premię albo awans. Wtedy chodzi o niego i jego priorytety. Projekt staje się nagle kluczowym zajęciem. Tak samo będzie w Twoim przypadku! Jeżeli oprócz samej satysfakcji z osiągniętego celu będziesz mieć z tego coś więcej, Twoja motywacja i zapał wzrosną. Ja wiem, że teraz jest moda na te głębokie efekty, że bardzo mocno promuje się nurt, by odchodzić od konsumpcyjnego stylu życia i cieszyć się z rzeczy bardziej na płaszczyźnie duchowej. Nie neguję tego. Po prostu uważam, że nie ma nic złego w tym, że będzie Cię motywować cos więcej niż zadowolenie z siebie, gratulacje od mamy i brawa od sąsiada. Po prostu zrób sobie przyjemność! Pozostaje tylko pytanie: Jak skutecznie wybrać nagrodę? Oto kilka konkretnych punktów.

-nagroda musi być powiązana z Twoją działalnością tzn. jeżeli postanowiłaś jeść zdrowo, niech nagrodą będzie wyjście do restauracji, gdzie serwują przepyszne, ale nadal zdrowe dania

-nagroda musi być dla Ciebie osiągalna. Nie oszukuj się, jeżeli zaczniesz sobie wmawiać, że w nagrodę zostaniesz brytyjską królową, niewiele to da.

-wybierz nagrodę w taki sposób, by wymuszała na Tobie kontynuację podjętego już działania. Ten punkt wytłumaczę za moment za pomocą mojego eksperymentu. Dotrwajcie do końca!

– pomimo wszystkiego co piszę powyżej, nagroda musi dawać Ci realną przyjemność! Musisz jej naprawdę potrzebować i chcieć. W innym wypadku nie będzie dla Ciebie wystarczająco wartościowa

Krok trzeci: podejmij właściwe działanie
To jest ten moment, kiedy moje możliwości się kończą. Od teraz już wszystko zależy od Ciebie. I niestety, najwyższy czas by słowo „motywacja” zastąpić wyrazem „samodyscyplina”. A skoro tak, musisz poradzić sobie sama! Przykro mi, ale nikt za Ciebie tego nie dokona. Ja z chęcią podpowiem Ci jak nie tracić zapału. Jednak to Ty jesteś siłą sprawczą.  Pozostaje mi tylko życzyć Ci powodzenia!

Krok czwarty: ciesz się nagrodą
I pod żadnym pozorem nie próbuj oszukać samej siebie! W końcu zadanie wykonane i zasłużyłaś na to. Naprawdę, takie było początkowe założenie i masz całkowite prawo cieszyć się ze swojego sukcesu. Przyznaj to w końcu – było warto!

Mój eksperyment
Pomyślałam, że dobrze byłoby sprawdzić teorię w praktyce. Poza tym, być może ktoś skorzysta z mojego eksperymentu w identyczny sposób.
Zawsze miałam mieszane uczucia co do biegania. Teoretycznie lubiłam, ale nigdy nie miałam w sobie wystarczająco dużo chęci, by biegać regularnie. Dlatego tez wyznaczyłam sobie malutki cel : dwa tygodnie biegania, codziennie tuż przed 6 rano, codziennie przynajmniej 5 km*. Dodatkowo ustaliłam sobie nagrodę: jeżeli się uda kupię … nowe buty do biegania! Widzisz analogie do wcześniejszych zasad? Nagroda jest bezpośrednio powiązana z podjętym przeze mnie działaniem, jest dla mnie osiągalna, ponieważ wiedziałam, że mój budżet bez problemu pokryje zakup butów. Dodatkowo, właściwie wymusza na mnie kontynuację działania. Bo przecież po co mi buty, jeżeli miałabym zakończyć przygodę z bieganiem? No nie ma odwrotu. I oczywiście nagroda daje mi realną przyjemność! Umówmy się, to w końcu buty. Niezbyt istotne do czego, buty są super i cieszą każdą kobietę! Jak postanowiłam tak zrobiłam. Codziennie wieczorem przygotowywałam strój na rano, budzik dzwonił już od 5:30. Około 5:50 wychodziłam z domu. Czasem naprawdę wściekła i z myślą „ po co mi to”. Czasem skrajnie niewyspana. Ale to nic! Jak postanowiłam tak działałam! Wspierałam się myślą, że jeszcze tylko X dni i koniec. Tak moje drogie, to się właśnie nazywa samodyscyplina. Zadanie wykonałam, a buty są już ze mną. Jak myślicie, co teraz? Dalej biegam. Więcej! Nie wyobrażam już sobie dnia bez biegania! I absolutnie było warto.

* oczywiście po 6 dniach zrobiłam jeden dzień przerwy. Regeneracja organizmu jest równie ważna! Ja od razu zaczynałam od biegania po 5 km, ponieważ dla mnie ten dystans był osiągalny. Jestem osobą aktywną na co dzień i cieszę się całkiem niezłą kondycją. W Twoim przypadku może być inaczej!

Dziewczyny, mam nadzieję, że ten wpis pomoże Wam się zmotywować do działania! Sposobów na mobilizację jest oczywiście o wiele więcej, to tylko jeden z nich. Dla mnie okazał się niezwykle skuteczny. Mam nadzieję, że tak samo będzie w Waszym przypadku! Próbowałyście kiedyś motywować się przez nagrody? Może wolicie jednak inne sposoby? Podzielcie się z nami swoimi przemyśleniami.

Pozdrawiam,

Martyna

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link

DIETA ABS w pigułce – Wszystkie ważne informacje


Podziel się na Facebooku

Tweet (Ćwierkaj) na Twitterze

Tak jak Wam obiecałam, tak robię. Kilka dni temu pojawił się wstępny wpis na temat diety ABS. Dzięki niemu dowiedziałam się, że interesuje Was ten temat. W dzisiejszym poście znajdziecie wszystkie zasady diety ABS. Jeżeli nie czytałyście poprzedniego wpisu, musicie go nadrobić, ponieważ nie będę powtarzała tego, co tam napisałam ===> klik

ZAŁOŻENIA DIETY:

3 posiłki główne, 3 przekąski o regularnych porach. W każdym posiłku musi znajdować się białko. Brak założeń dotyczących kaloryczności produktów. Zasada jest prosta:

W KAŻDYM POSIŁKU MUSZĄ ZNALEŹĆ SIĘ MINIMUM DWA PRODUKTY Z LISTY „ABS DIET POWER”.

  • Pełnoziarniste pieczywo oraz płatki zbożowe,
  • Orzechy i migdały
  • Rośliny strączkowe
  • Zielpne warzywa
  • Maliny i owoce leśne
  • Odtłuszczone produkty mleczne <— Ten punkt nie przekonuje mnie
  • Jaja
  • Płatki owsiane
  • Indyk oraz chude mleko
  • Masło orzechowe
  • Oliwę z oliwek
  • Koncentraty z białka serwatkowego w proszku

ZASADY DIETY:

  • Jedną z zasad tej diety jest również spożywanie przekąsek do dwóch godzin przed pełnowartościowym posiłkiem. Trzeba tylko pamiętać o tym, że nawet przekąski musza składać się z produktów, które są umieszczone na liście.
  • Jedz 6 posiłków dziennie w określonym czasie.
  • Wypijaj 8 szklanek wody dziennie. Dopuszczalne są również inne dodatkowe napoje: niskotłuszczowe mleko, zielona herbata, nie więcej niż dwie szklanki dietetycznych napojów gazowanych (np. Cola Zero). <— Moim zdaniem punkt wart wyeliminowania.
  • Nie licz kalorii!
  • Pozwól sobie na cheat meal raz w tygodniu. Pamiętaj, że to ma być jedne oszukany posiłek, a nie cały dzień.
  • Nie zapominaj o regularnych treningach, One również potrzebne sa do uzyskania zadowalających efektów.
  • Do przygotowywania posiłków używaj ZAWSZE minimum 2 produktów, które znajdują się na liście.

PLUSY DIETY:

Różnorodność. Regularność spożywania posiłków. Brak liczenia kalorii. Węglowodany złożone, duża ilość warzyw i owoców. Brak tłuszczów trans. Aktywność fizyczna.

WADY:

Bardzo duża zawartość białka. Cena posiłków i czas przygotowywania. Ale o tym wszystkim wspominałam Wam już w poprzednim wpisie.

Dieta ABS cieszy się wielką popularnością za granicą. U nas nie jest jeszcze tak dobrze znana. Mimo jej wielu zalet, ja raczej nie zdecydowałabym się na jej stosowanie ze względu na dużą zawartość białka. Jestem ciekawa czy Wy zdecydowałybyście się? Może są tutaj Pani, które ją stosują? Jeżeli tak, koniecznie dajcie znać jak się u Was sprawdza.

Pozdrawiam,

Dominika

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link

10 przykazań fit dziewczyn


Chciałabym, żebyście ten wpis potraktowały poważnie. I zapiszcie sobie ten dzień w kalendarzu, bo rzadko zdarza się, żebyście dostawały ode mnie coś bez żartów. A skoro taki dzień nastąpił, musicie wiedzieć, że coś się dzieje. Każdego dnia z uśmiechem obserwuję rozszerzającą się modę na „bycie fit”. Miło rozmawia się z nieznajomą osobą w supermarkecie na temat tego, gdzie najtaniej kupić nasiona chia. To świetnie, że coraz więcej dziewczyn dba o swoje zdrowie i sylwetkę. Czasami jednak robi się mniej radośnie. Mam na myśli wszystkie te momenty, kiedy widzisz, gdy ktoś zwyczajnie źle interpretuje wszystkie zasady i robi sobie krzywdę. Już kiedyś sporządziłam da Was zbiór podstawowych informacji związanych ze zdrowym stylem życia w Fit alfabecie. Jednak tamten post tworzyłam z myślą o dziewczynach początkujących, chcąc pomóc im jakoś poukładać wszystkie informacje. Tym razem zwracam się do bardziej zaawansowanych Pań. Niech te 10 punktów stanowi dla Was taką „przypominajkę”. Po to, żeby nie stracić głowy i nie pogubić początkowo przyświecających nam celów. To 10 absolutnie najistotniejszych przykazań związanych ze zdrowym stylem życia! Kolejność nie ma znaczenia, wszystkie punkty są tak samo istotne.

  1. Zdrowie jest NAJWAŻNIEJSZE

Koniec i kropka, innej opcji nie ma i nie będzie. Pamiętaj, że zawsze, ale to zawsze mówiąc o „byciu fit” powinnaś mieć na myśli bycie zdrową osobą! Większość dziewczyn zaczyna interesować się tą tematyką w momencie, kiedy szuka patentów na odchudzanie. I okay. Ja też tak zaczynałam. Ale pamiętaj, odchudzanie, przybieranie na wadze czy cokolwiek tam innego chciałabyś osiągnąć to tylko poboczny cel. Tu przede wszystkim chodzi o Twoje zdrowie. Jedz zdrowo i ćwicz z myślą o swoim aktualnym samopoczuciu jak i o tym, jak bardzo Twoje zachowanie dziś może wpłynąć na Twój stan za kilka lat. Niech to będzie Twoja największą motywacją i głównym powodem dla którego podejmujesz wysiłek.

  1. Kochaj siebie

Kochaj samą siebie tu i teraz. Nie tą wymarzoną wersję, którą staniesz się jak schudniesz/przytyjesz/pozbędziesz się cellulitu/czy co tam chcesz. TERAZ. To jak wartościową osobą jesteś absolutnie nie zależy od sposobu odżywiania czy kondycji. Nie pozwalaj sobie na inne myślenie! Oczywiście, zgadzam się z tym, że nie wolno spoczywać na laurach i na pewno zawsze da się coś zrobić jeszcze lepiej. Mimo tego, jeżeli coś Ci nie wyszło dalej jesteś fantastyczna. Naprawdę tak uważam! Wszystkie jesteśmy, wystarczy w to uwierzyć.

  1. Zachowaj umiar

Ja wiem, ten tekst wałkujemy do znudzenia. Tylko dlatego, że zachowanie umiaru to najłatwiejsza droga do osiągnięcia sukcesu. Dziewczyny, jesteśmy zbyt inteligentne żeby wierzyć w sens diet typowo eliminacyjnych czy też uznać jakiś trening za jedynie słuszny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie popierał całkowitej rezygnacji z drobnych przyjemności jak domowe ciasto czy wino z przyjaciółmi. Ktoś rozsądny powie Ci, żebyś sobie na to pozwoliła, ale nie przesadzała. I już! Cała magia w tym jednym, jedynym sposobie!

  1. Nie krzywdź siebie

Na ten temat nawet nie ma co dyskutować. Jakiekolwiek działanie podejmiesz – ma być w pierwszej kolejności bezpieczne. To dotyczy zarówno sposobu odżywiania jak i treningów.  Bądź ostrożna podczas prób utraty na wadze. Zwracaj uwagę na ból pojawiający się podczas treningu. Badaj się regularnie. I oczywiście nie popadaj w skrajność. Pamiętajcie dziewczyny, droga do zaburzeń odżywiania to naprawdę szybka trasa z górki. A skoro w tą stronę było tak stromo, pomyśl tylko jak ciężko będzie wrócić. Łatwiej nigdy nie schodzić na sam dół. Zarówno wychudzone ciało jak i skrajna otyłość są złe. Musimy przyjąć to do wiadomości. Po prostu nie krzywdź siebie. Nie zasłużyłaś na to.

  1. Rób to co lubisz

W tym punkcie chciałbym odnieść się głównie do treningów. Dziewczyny, jest przecież tyle różnych form aktywności a ja ciągle słyszę od znajomych teksty typu „Jak ja nie cierpię tych rolek! W dodatku jazda słabo mi idzie. No ale koleżanka uparła się, żeby robić właśnie to, a ćwiczyć samej nie lubię” albo coś w stylu „ niezbyt podobają mi się ćwiczenia z Chodakowską, ale cała Polska ćwiczy z nią to ja też” No litości! Serio, to nie przedszkole, gdzie leżakujesz ze wszystkimi albo dostaniesz jakąś karę. Zawsze będę wszystkich zachęcać do ćwiczeń, ale róbmy to tak, żeby czerpać z tego radość. Właśnie w taki sposób rodzi się lenistwo i brak motywacji! Jak myślisz, skąd biorą się ludzie, którzy uważają, że treningi to nie ich bajka? Zazwyczaj próbowali czegoś i im się nie podobało albo mają złe wspomnienia ze szkolnego wf. Dlatego testuj różne aktywności. Ostatecznie wybierz to, co sprawia Ci przyjemność. Wtedy nawet najtrudniejszy trening będzie dla Ciebie szczytem szczęścia.

  1. Nie próbuj być perfekcyjna

Przykro mi, ale i tak Ci się nie uda. I niewiele możesz na to poradzić. My kobiety mamy tendencje do tego, żeby brać na siebie zbyt wiele. Dodatkowo potem mamy do siebie wielkie pretensje, że coś się nie udało. Nie możesz być doskonała w każdej dziedzinie. Wymiatasz na siłowni, ale w kuchni jesteś ja dziecko we mgle? Trudno, wybierz łatwe przepisy. Jesteś fantastyczną mamą, ale Twój plan treningowy pozostawia wiele do życzenia? Zdarza się, poproś o pomoc specjalistę lub po prostu rób tyle ile dasz radę. Nie jesteś mistrzynią wszystkiego i czas się z tym pogodzić. Każda z nas jest w czymś dobra, w niektórych dziedzinach może nawet najlepsza. Ale nie będziesz chodzącą perfekcją. Zawsze znajdzie się cos, z czym nie będziesz w stanie doskonale sobie poradzić. Szukaj rozwiązań, nie krytykuj się za porażki.

  1. Nie porównuj się do innych

To szalenie ważne! Może wydawać Ci się to dość dosadne ale NIE MASZ DO TEGO PRAWA! Dlaczego? To dość oczywiste. Przeanalizujmy jeden z możliwych scenariuszy. Wyobraź sobie, że dwie kobiety marzą o tym, by mieć talie osy. Jedna z tych kobiet jest dwudziestoletnią studentką, której głównym celem jest rozwój, więc ciągle pracuje nad sobą, poświęcając temu 98% swojego wolnego czasu. Druga kobieta jest mamą dwójki dzieci i pracuje na etacie, bardzo dba o siebie i swoje zdrowie, ale najważniejsza w jej życiu bezapelacyjnie jest rodzina i to jej poświęca swój wolny czas. Obie kobiety robią co mogą, by osiągnąć wymarzony efekt i obie ostatecznie spełnią swoje marzenie. Ale ich droga do celu jest całkowicie inna! Tutaj nie ma co porównywać! Co więcej, biorąc pod uwagę tylko kilka tych informacji nie mamy prawa oceniać, której było łatwiej. Tak naprawdę nigdy nie poznasz drugiej osoby całkowicie, nie wiesz co przeszła i ile poświeciła, by być na tym etapie, na jakim jest. Dlatego rób to co chcesz i dawaj z siebie wszystko, ale we własnym zakresie. Nie porównuj swoich efektów z efektami koleżanki z pracy. A już nigdy, ale to przenigdy nie mów „bo ty miałaś łatwiej”. Nie, wcale nie miała. Nie masz zielonego pojęcia jak było naprawdę, nawet jeżeli znasz drugą osobę od urodzenia.

  1. Weź za siebie odpowiedzialność

Jeżeli wybrałaś zdrowy styl życia na SWÓJ styl życia to weź za to pełną odpowiedzialność i potraktuj to poważnie. Odpowiadasz teraz przed samą sobą i własnym sumieniem. Jeżeli postanowiłaś zrezygnować z kupnych słodkości, nie trzymasz się postanowienia i ostatecznie jesteś zła, że nie osiągasz efektów miej pretensje tylko do Ciebie. Nikt Ci nie kazał, nikt nie stał nad tobą z batem mówiąc „musisz tak żyć”. Nie, to Twój wybór więc zepnij w końcu pośladki i zachowuj się jak dorosła. Wybrałaś się na godzinny bieg w zwykłych trampkach i doznałaś kontuzji? No cóż, nie samo bieganie jest złe tylko Twoja postawa. Nie zrobiłaś badań, które zalecił Ci lekarz i okazało się, że przegapiłaś coś ważnego? Przykro mi, że tak się stało, jednak nie jesteś bez winy. Rozumiecie co mam na myśli? Niech każda z Was przemyśli sobie, czy nie próbuje obwiniać świata za swoje niepowodzenia. Jeżeli chcesz na cos narzekać, najpierw zacznij od siebie.

  1. Mów o sobie dobrze

Kiedy myślałam nad tym postem, rozmawiałam z koleżanką o tym, co mniej więcej zamierzam napisać. Kiedy wspomniałam o tym punkcie dowiedziałam się, że jest głupi i niezbyt ważny, a już na pewno nie ma nic wspólnego ze zdrowym stylem życia. Tylko, że zdrowo dotyczy też naszego umysłu i samopoczucia!  Poczucie własnej wartości jest kluczowe w ogólnym pojęciu szczęścia. A jak miałabyś czuć się wartościowa, jeżeli nie mówisz o sobie dobrze? Obrażasz siebie, umniejszasz swoje osiągnięcia i nie przyjmujesz komplementów? To jest zła postawa! Nie musisz z miejsca pisać pieśni na swoją cześć. Ale serio, nikt nie uzna Cię za narcyza jeżeli odpowiesz krótkie dziękuje, gdy ktoś pochwala Twój płaski brzuch.

  1. Ten punkt pozostawiam otwarty. Z pewnością jest coś, co mi nie przyszło do głowy. Na pewno macie coś do dodania! I przede wszystkim, każda z nas jest inna, mamy różne doświadczenia i priorytety. Z tego powodu każda z nas ma prawo dodać własną , unikalną dla siebie zasadę. Napiszcie o tym w komentarzach. Podzielcie się swoimi przemyśleniami, jest ogromna szansa, że zainspirujecie inne dziewczyny. Moim dziesiątym punktem jest „ unikaj nadmiernego stresu”. A Ty? Co będzie twoją ostatnią zasadą?

Pozdrawiam,

Martyna

Szczotka Ikoo do włosów

Let’s block ads! (Why?)



Source link